Jest taka książka Nicka Hornby’ego, The Good Life, która opowiada o cudownej i zabawnej przemianie pewnego wściekłego na wszystko człowieka w takiego „dobrodziejka”. Ten człowiek przed w.w. przemianą zajmuje się głównie pisywaniem do lokalnej gazety artykułów do kolumny pod tytułem The Angriest Man in Holloway, czyli Najwścieklejszy człowiek w Holloway, i, jak się może już domyślacie, pisze tę kolumnę o tym, co go wkurza, a jest tego niemało… (wstawiłabym tu fajny cytat, mówiący, o czym właściwie, ale nie mogę znaleźć książki! :[)no w każdym razie, myślę, że ja, idąc tym tropem, mogłabym się sama tytułować The Angriest Woman in Łańcut, bo czasami tak mnie wszystko niemożebnie irytuje!

Dzisiaj na przykład jest to SĄSIAD. Otóż rzeczony sąsiad mieszka chyba piętro wyżej ode mnie (po „drugiej stronie” klatki schodowej) i ma zwyczaj popalać sobie papierosy. Oczywiście od samego palenia nigdy nic się nikomu nie stało (hehe), już wyrosłam z tego bardzo comme il faut krytykowania palenia, ale kiedy ten sąsiad, popalając sobie papieroski, siedzi sobie w oknie, a niedopałki wyrzuca a) prosto w ogródek, który kiedyś z mamą pracowicie skopałam i zasadziłam, b) na dach klatki schodowej, co powoduje, że ów dach jest obficie upstrzony niedopałkami, które już prawie zaczynają się układać we wzorki, to norrrmalnie krew się we mnie gotuje!

Czy naprawdę wrażliwość przeciętnego Polaka kończy się za drzwiami jego domu? naturalnie, że na swoją własną podłogę ten pan takiego niedopałka by nigdy nie rzucił. Dlaczego mamy takie podwójne standardy?

PS hit dnia!

Dzisiaj dostałyśmy kartkę z wielkanocnymi życzeniami świątecznymi od dalekich krewnych. Sęk w tym, że była zaadresowana do mojej ś.p. babci!!
A pod życzeniami znalazł się dopisek: Prosimy bardzo o podanie adresu.

PIEKŁO? NIEBO? CZYŚCIEC??? :))