Jestem jedną z tych (naiwnych?) osób, które uważają, że jakby ludzie więcej przejmowali się sztuką, to świat byłby lepszy. Podam Wam przykład ze swojej własnej dziedziny: czy ktoś słyszał kiedy o muzyku – mordercy? Jedynym niechlubnym wyjątkiem od tej reguły jest niejaki Gesualdo da Venosa, włoski szlachcic – kompozytor, który żył w epoce renesansu, i w przypływie szału i zazdrości, gdy nakrył swoją żonę z kochankiem, dosłownie zatłukł ich na śmierć (jakąś drewnianą pałką), a dziecko śpiące w kołysce zakołysał (sic) na śmierć. Ale to naprawdę jedynym! Btw, polecam strasznie zabawną książkę Davida Barbera „Bach, Beethoven i inne chłopaki”, z której zaczerpnęłam ten drastyczny szczegół. W każdym razie, jestem wyznawczynią tego znanego poglądu, że muzyka łagodzi obyczaje. Niedawno, jadąc autobusem do Rzeszowa, zapędziłam się prawie na sam tył (rzeczonego autobusu). Za mną siedzieli dwaj młodzieńcy o wygolonej głowie, marsowym obliczu, odziani w dres i słuchający hip-hopu (a dokładnie tej znanej piosenki, w której jest coś tam, coś tam… „drina goni kolejny drin”). Puścili sobie ten song na cały regulator, a mi uszy więdły, głównie zresztą z powodu ilości przekleństw, jakie tam padają. (Zresztą w ogóle obczaiłam sobie teraz ten tekst i totalnie się załamałam, czy tak ma wyglądać dobry tekst piosenki!? ;p) W pewnym momencie pomyślałam nawet, że jak zaraz tego nie wyłączą, to się wkurzę i im coś powiem (są ludzie, których wkurza, kiedy współpasażer prowadzi rozmowę telefoniczną w przedziale pociągu, to ja nie mam prawa wkurzyć się takim megagłośnym i chamskim kawałkiem muzyki? ;p) Ale zrobiło się cicho. Po chwili dresy zaczęły rozmawiać, i wtedy już zupełnie przestałam żałować, że nic im nie powiedziałam – opowiadali sobie coś o jakichś akcjach, w których wszyscy nawzajem się tłukli, kopali (i w których oni dwaj oczywiście brali intensywnie udział), jeden z nich mówił, jak to ledwo uciekł, zanim jakaś ekipa zdążyła go skopać, itp, itd. No i tak sobie wtedy pomyślałam, jeśli świat tych gości sprowadza się do, cytuję:

„Drina goni drin
Wyjebałeś cale cin cin
Jesteś taki już najebany skurwysyn
Widzisz napisy
Poprzestawiane na tych ścianach
Wyjebałeś kurwa alkoholowy napój o smaku banana
A ona najebana
Tańczyła na stole
A my napierdoleni o zesz kurwa ja pierdole
Taki melanż że mogłem polec
Ale nie poległem
I stamtąd nie zbiegłem”

…to co tu się dziwić?

Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem ani przeciwniczką hip-hopu w ogóle (chociaż jego fanką też nie:)), ani też nie jestem święta i nie mówię, że nie lubię sobie czasem poimprezować, ale jakoś uświadomiono mnie, że są jeszcze inne rzeczy w życiu! A taki gościu, od małego wychowywany w środowisku, w którym normalne jest, że co wieczór ktoś się najebie, przeleci jakąś laskę, skopie kogoś, wybije mu zęby, idzie potem w świat i myśli, że tak powinno być…

Wydaje mi się, że w tym „zmienianiu świata” bardzo mogłoby pomóc wykształcenie i „ukulturalnienie”, ale po pierwsze, jak tu wykształcić całe masy? a po drugie, skoro nawet taki wykształcony, zdawałoby się, człowiek jak Kamil Durczok, jak się wkurzy, to nie potrafi złożyć sensownego zdania bez powtarzanych trzykrotnie ‚kurwa’ i ‚wyjebać’ albo takich innych, to co tu się dziwić…

Motto na dziś: „Z chamstwem trzeba walczyć siłom i godnościom osobistom!” ;p