kajus blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 1.2009

    A rozstać się będę musiała, bo wyjeżdżam sobie na kurs muzyczny. Co prawda tylko na dziesięć dni, więc pewnie nie zauważycie;) no ale pożegnać się wypada! Przez ostatni tydzień miałam w głowie całą masę tematów na notki, od dyskusji literackich przez Janusza Palikota do ekologii, ale wszystkie mi jakoś chwilowo powypadały z głowy, więc…

    a jednak nie! coś sobie, na Wasze nieszczęście, przypomniałam. To znaczy na Wasze nieszczęście, bo znowu będę narzekać! (Właściwie chyba 3/4 notek na tym blogu moglabym otagować hasłem „narzekania”.) Denerwuje mnie mianowicie totalne i coraz bardziej dające mi się we znaki nieuświadomienie ekologiczne naszego społeczeństwa. Ostatnio przejawia się to między innymi tym, że z mojego blokowego śmietniska pozabierano co do jednego pojemniki służące segregacji śmieci (wszyściutkie kosze na plastik, szkło i makulaturę poszły się paść) i – co z tego, że u nas w domu skrupulatnie segreguje się śmieci, skoro nie ma ich potem gdzie wyrzucić! Naprawdę nie wiem, gdzie teraz będziemy wyrzucać to wszystko, a było tego trochę – naprawdę krew się we mnie burzy, kiedy mam wrzucić plastikową butelkę do zwykłego kosza – a na całym, słowo honoru, na całym moim osiedlu nie ma teraz ani jednego pojemnika na plastiki! No czy to jest naprawdę XXI wiek i kraj, który należy do Unii Europejskiej!? Gdzie ja mam wyrzucać te śmieci, może będzie trzeba jeździć z nimi do Warszawy? ;[

    Ok, sfrustrowana Kaja przechodzi do punktu drugiego… od małego wychowana byłam w olbrzymim poszanowaniu dla drzewek, kwiateczków, robaczków itp. itd. Babcia powtarzała mi, że jak się łamie gałęzie, to drzewo to boli, potem podrosłam i czytałam wiersze Gałczyńskiego, który wołał „Kochajcie wróbelka, do jasnej cholery!”, już jako małe dziecko patrzyłam, jak mama wygania z domu osy zamiast rozwalać je kapciem i jak szkoda jej wypędzać pająki na dwór w zimie, żeby nie zamarzły (O mamo, czy ja właśnie napisałam „na dwór”? jako galicjanka powinnam pisać „na pole”… ;p). A btw, najlepszy numer był, jak z tatą sprzątałam jego stary, wiejski dom i zgarnęliśmy do odkurzacza chyba z 50 pająków, całe stado pająków, tych na cienkich nóżkach… a potem tata otworzył odkurzacz, wyjął tę torbę, co jest w środku, wyszedł na zewnątrz i wysypał pająki na trawę… :D żywe oczywiście:D ale to była taka mała dygresja, a cały mój ten wywód sprowadza się do tego, że bardzo cenię sobie ciche, spokojne i zielone otoczenie, i bardzo lubię mieć wokół domu drzewa. Naturalnie mieszkam w bloku i ktoś mógłby pomyśleć, że to dosyć wygórowane życzenie, ale do niedawna było z tym bardzo dobrze. Moje osiedle znajduje się na skraju miasta i mam z okna całkiem ładny widok na domki, ogródki i nawet zalesione wzgórze. Jest tu bardzo cicho, samochodów prawie w ogóle nie słychać, a w lecie budzi mnie śpiew ptaków! Przed naszym blokiem znajduje się trawnik i boisko, ten trawnik jest od strony naszej klatki, a na trawniku rosły trzy piękne, duże drzewa – wierzby płaczące, które cudownie zacieniały mi okno - no dobra, żeby nie było za poetycko, okno i tak mam normalnie zacienione, ale na te wierzby patrzyło się z okna bardzo przyjemnie! – już nie mówiąc o tym, ile myśmy się, dzieci z dworca Zoo… ee, to nie ta książka… ;p – dzieci z naszego bloku, ile myśmy się bawili pod tymi wierzbami! Ileż wspomnień!:D

    No i co… no i pewnego pięknego marcowego dnia wracałam do domu z wyjazdu, a tu patrzę – a po dwóch wierzbach pozostała tylko dziura w ziemi. Zostawiono jedną, najmniejszą. A wszystko to po to, żeby przed blokiem zrobić parking dla samochodów, który nota bene jest podwójny, tzn. mieszczą się na nim dwa rzędy aut – tylko po cholerę, ja się pytam, skoro tyle aut nie może tam stać na raz, bo wtedy samochody z tylnego rzędu nie mają jak wyjechać? Bo parking jest równoległy do ulicy. Dwa równoległe do ulicy rzędy aut! Oczywiście niemożliwe. Ergo: połowa miejsca przeznaczonego na parking się marnuje. Ergo: jakby ci kretyni, którzy planowali ten parking (zazwyczaj nie używam mocnych słów, ale czasem ja też się denerwuję…) trochę pomyśleli, zanim zrobią, to tych dwóch wierzb wcale nie trzeba by było wycinać. A tak zamiast drzew mamy przed blokiem beton. Wrr! Już nie mówiąc o tym, że dla wprawy ostatnio powycinano wszystkie inne wierzby w okolicach mojego bloku. Na zero. Zawsze cieszyłam się z tego, że mieszkam na ślicznym, zielonym osiedlu, no i już się nie mam z czego cieszyć. Dzisiaj z kolei idę z mamą do miasta na zakupy, a rzadko to robię, bo odkąd poszłam do liceum do Rzeszowa, moje życie toczy się głównie tam;) – więc idę, patrzę, i coś mi jakoś inaczej niż zwykle wygląda, jakoś pustawo… naturalnie, bo wycięto trzy wielkie, stare platany, które rosły przy głównej ulicy! przy czym odsłonięto brzydką, brzydką kamienicę, tzn. budynek, który właściwie nie zasługuje na to miano, bo jest, czy ja to już mówiłam? brzydki. O ile w ogóle tam coś posadzą, będą to pewnie tak modne teraz mini kloniki z kopułką liści o średnicy metra, których w ogóle nie widać. Nie no, jakoś w Paryżu całe ulice obsadzone są platanami i nikt ich nie wycina! Czy to tylko Polacy są tacy głupi? Najwyraźniej… eeeeeech ;p

    Być może jestem za bardzo nakręcona i za późno już jest, żebym za pomocą logicznego, wypunktowanego wywodu udowodniła swoje racje, to jest taki bluzg raczej, ale jest już prawie pierwsza w nocy, a ja jutro jadę na drugi koniec Polski! A więc trudno – i lecę się zbierać – do zobaczenia:)

    PS Kuzynka mojej mamy ma śliczną, maleńką małą dziewczynkę. Ostatnio ta dziewczynka śniła się mamie… w śnie w pewnym momencie znalazła się w jakimś wielkim garze, po czym zrobił się z niej pieróg, a mama zastanawiała się, z czym go podać… *LOL*

    Taki wniosek ostatnio wysnułam, bo przydarzyła mi się historia, a właściwie historyjka – nic szczególnie ekscytującego, ale żeby Was troszkę podręczyć, opiszę to i tak:)

    Jak powszechnie wiadomo, na skrzypcach gra się przy użyciu strun:D niestety rzeczone struny co jakiś czas się zużywają i trzeba je systematycznie wymieniać. Ja swoje zamawiam przez internet w Związku Polskich Artystów Lutników – jakoś tak wydaje mi się najprościej. Te struny, które teraz mam założone na skrzypcach, właściwie powinnam już była zmienić, ale akurat nie miałam zapasowego kompletu (o zgrozo), więc po świętach wysłałam maila do ZPALu z zamówieniem na dwa komplety strun. Nie uprzedziłam o tym mojej mamy, i wczoraj po południu, kiedy nie było mnie w domu, moja biedna rodzicielka otworzyła drzwi komuś, kto ku jej przerażeniu zaczął jej wciskać towar za ponad dwieście złotych!;p no ale cóż – zapłaciła, co miała zapłacić, a potem chwyciła za telefon i zrelacjonowała mi całą historię. Kiedy wymieniła cenę, wydało mi się to podejrzanie mało – spodziewałam się de facto dwa razy większej sumy! (tak jest, skrzypce to droga zabawka… ;p) no ale zaczęłam podejrzewać jakąś miłą niespodziankę w postaci wyprzedaży, promocji czy rabatu dla stałych klientów ;p (tak jest, jestem optymistką ;p) Niestety kiedy przyszłam do domu i otworzyłam paczuszkę, okazało się, że po prostu ktoś zapomniał sobie o tym, że zamówiłam dwa komplety, a nie jeden – przysłano mi tylko cztery struny. Troszkę się wkurzyłam…

    Naturalnie nie był to żaden dramat, bo dostałam w końcu jeden nowy komplet strun, mogłam je bez problemu zmienić i grać dalej. Tyle tylko, że i tak potrzeba mi zapasowych (btw, ostatnio na popisie w szkole muzycznej pierwszy raz w życiu urwała mi się struna na scenie! zmieniłam i grałam dalej… ale trauma!;p), a poza tym nie uśmiechało mi się płacić dodatkowo za nadprogramową przesyłkę (w sumie to tylko 15 złotych, ale chodzi o zasadę!;p). Napisałam więc do ZPALu mail, nad którym zastanawiałam się chyba z pół godziny, jak też to go ułożyć, żeby nie było bezczelnie, ale żeby sobie nie pomyśleli, że to pisze jakaś sierota, którą można sobie olać. W rezultacie wyszedł mi więc taki stonowany foch – ale jednak foch! w którym ośmieliłam się nawet zażyczyć sobie, aby koszty kolejnej przesyłki pokrył ZPAL. Odpowiedź dostałam jeszcze tego samego dnia, kilka godzin później, bardzo miłą – w mailu przepraszano mnie, podano powód pomyłki i obiecano mi wysłać drugi komplet strun jeszcze tego samego dnia, z przesyłką na koszt ZPAL… Szczerze powiedziawszy, nie liczyłam na to, że ten mój mail rzeczywiście coś zdziała!;p Wniosek: należy zawsze mówić, jeśli coś nam się nie podoba… (niby oczywisty, ale dla mnie, szczerze mówiąc, nie tak bardzo!;p)

    PS Lubię czytać horoskopy, ale z nich jednak naprawdę jest szajs! W swoim horoskopie na dziś miałam tak: „Staniesz się niezwykle odważny, ambitny i niecierpliwy. Silny wpływ planet Mars i Jowisz dobrze wróży tym sprawom, które wymagają refleksu i mocnych nerwów. Dziś łatwo uporasz się z tym, co innym ludziom sprawia kłopot lub trudność. Przychylne ci znaki zodiaku to Bliźnięta i Lew, sprzyjająca pora dnia to popołudnie, a szczęśliwa liczba to 5.” I co? Dzisiaj na orkiestrze w szkole muzycznej (naturalnie po południu) graliśmy Małą Suitę Lutosławskiego. Jest tam jedno takie miejsce, gdzie drugie skrzypce i altówki grają coś, czego trochę nie mogą załapać i cały czas się w tym miejscu sypią. Nasz dyrygent (który, nota bene, uczy mnie skrzypiec i ochrzanił mnie dzisiaj za brudne skrzypce i stare, zgrane, niezmienione struny ;p) w celu zademonstrowania poprawnego wykonania tego wrednego miejsca, usadził już kiedyś kolegę skrzypka i mnie w – odpowiednio – drugich skrzypcach i altówkach i kazał nam grać ich partie… demonstracja udała się wtedy niestety tylko częściowo, ponieważ mi nie zawsze udawało się wejść tam gdzie trzeba:D dzisiaj drugie skrzypce i altówki znowu się sypały, dyrygent powtórzył swój numer z przesadzaniem nas i demonstrowaniem, ja znowu wylądowałam w altówkach… patrzałam w te nuty błędnym wzrokiem, nie za bardzo rejestrując, co tam właściwie jest napisane, i znowu się nie łapałam przez połowę czasu xD no i co oni mi w tym horoskopie chrzanią, że dzisiaj się łatwo uporam z tym, co innym ludziom sprawia trudność! Panie, z czym do ludzi! ;p

    Mam nadzieję, że wszyscy spędzili sylwestra w fajny sposób i wkroczyli w Nowy Rok 2009 z optymistycznym nastawieniem do życia i zapałem do działania! (ja, niestety, wkroczyłam z lekkim kacem, wskutek czego wszystkie moje ambitne plany realizuję dopiero od dzisiaj ;p)

    Ponieważ – o zgrozo – nie mam o czym pisać, a nie chcę przerywać dobrej passy, która ostatnio przejawia się na moim blogu tym, że nie zostawiłam go dłużej niż na 10 dni od ponad miesiąca, wrzucę Wam tu parę filmików z gościem, który nazywa się Maxim Vengerov, jest niesamowitym, oczywiście bardzo znanym skrzypkiem, i robi na mnie olbrzymie wrażenie ;DD

    (okej… hmm może jednak wrzucę tu tylko linki? chciałam wstawić od razu filmiki, ale to narusza moje poczucie estetyki, zepsułoby mi layout ;DD)

    Pierwszy: fragment miniatury skrzypcowej skomponowanej przez Fritza Kreislera, która nazywa się ”Chiński tamburyn” ;DD TU
    Drugi: strasznie śmieszna miniaturka skrzypcowa, która polega na tym, że gra się ją bez smyczka, i fragment słynnej „Wokalizy” Rachmaninowa, TU
    Trzeci: kolejny skrzypcowy hit, Etiuda w formie walca – Camille Saint-Saens, też fragment - hehe btw zwróćcie uwagę na mimikę ;DD TU
    Czwarty: żeby nie było, że podrzucam Wam same utworki pod publiczkę, tutaj fragmenty z sesji nagraniowej jednego z najbardziej znanych i najpiękniejszych koncertów skrzypcowych, D-dur L. van Beethovena TU
    Piąty: Maxim we własnej osobie gra, śpiewa i mówi, czyli masterclass, czyli lekcja z udziałem publiczności z Maximem w charakterze nauczyciela, utwór na tym filmiku to Adagio z I Sonaty na skrzypce solo J.S.Bacha, czyli podstawa skrzypcowego repertuaru :) TU

    Ladies and gentlemen, this guy rocks!!
    (oh dear… better go and practice… ;pp)

    PS ostatnio strasznie spodobała mi się ta buźka: ;DD i namiętnie jej używam… mam nadzieję, że sobie czegoś nie pomyślicie! ;DD


    • RSS