Ci moi nieliczni znajomi, którzy przeczytali moją ostatnią notkę, stwierdzili chyba, że mam coś z łokciem, tzn. z głową. Ok, piszę nową, niedługą i przedwyjazdową :)

W notce gwoździem programu będą teksty siostrzyczki mojej psióły, która jest młodą dowcipną osóbką i której, jak każdemu, zdarza się powiedzieć coś śmiesznego :D

Tekst Numer Jeden, będzie to właściwie fragment snu, który się jej przyśnił, a w którym to śnie mama naszego dziewczątka, cytuję, „wypycha ją z gniazda i woła: Leć, Olu, leć! Na co Ola odpowiada z właściwym sobie pragmatyzmem: Mamo, ale ja się jeszcze nie wyklułam!”

Tekst Numer Dwa, właściwie powinien wylądować w podsłuchańcach, ale obiecałam, że będzie w notce: Ola (czyli nasze dziewczątko) i Koleżanka Oli idą razem i rozmawiają o pewnej dziewczynie, Koleżanka Oli opisuje ją jako „tę, która chodziła ze sztandarem”. na co Ola odpowiada: „Z kim chodziła??”

Właściwie to powinnam teraz się pakować, bo jutro jadę na kursy muzyczne (dla odmiany w tej notce nie będzie kryptoreklamy kursów w Łańcucie, jak co roku… ;p), więc zamiast rozpisywać się rozlewnie moim starym zwyczajem na tematy różne i dziwne, chyba sobie pójdę… :(

Napiszę jeszcze tylko: nie mogę się nadziwić geniuszowi Jane Austen. Za każdym razem, kiedy biorę jej książkę do ręki, odkrywam w niej coś zupełnie nowego. Z niej jest tak niesamowita pisarka, tak szalenie spostrzegawcza obserwatorka ludzi! Wydaje mi się, że to właśnie jest podstawą warsztatu pisarskiego – spostrzegawczość. Dlatego męczy mnie np. większość książek fantasy – one opierają się raczej na posuwaniu akcji do przodu i wymyślaniu jakichś fantastycznych, niesamowitych wydarzeń, które przykują uwagę czytelnika i go wciągną, niż na opisywaniu życia. Tak samo Coelho, znienawidzony przeze mnie Coelho, którego ku zgrozie moich niektórych przyjaciół nie omieszkam skrytykować przy każdej nadarzającej się okazji! ;p Austen operowała za to niesłychanie banalną materią – akcja jej książek, jakby ją pozbawić całego tego smakowitego stylu i fantastycznie wykreowanych postaci, ogranicza się do śniadań, obiadów, kolacji, spacerów, okazjonalnych wyjazdów do Londynu czy do Bath, od czasu do czasu jakaś dziewczyna zwiewa z jakimś facetem i jest skandal, no i oczywiście jest masa innych przyzwoitych ożenków. Ale to właśnie cała ta otoczka decyduje o wartości książek Austen, te komentarze narratora, te drobne, niby nic nie znaczące wypowiedzi. Jak się to czyta, nie można oprzeć się wrażeniu, że ona strasznie dużo wiedziała o ludziach. I to jest to, co tak naprawdę mnie w książce interesuje. (A jak się czyta to naprawdę dokładnie, to można naprawdę zachwycić się jej warsztatem pisarskim. Sama do tego nie doszłam, potrzebowałam do tego esejów Forstera :) A poza tym początek XIX wieku w Anglii to naprawdę był strasznie interesujący okres :) te wszystkie niuanse – konwenanse i esy floresy! (Dzisiaj, o zgrozo, zamiast ćwiczyć na skrzypcach, spędziłam pół dnia na czytaniu ‚Sense and Sensibility’.)