kajus blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2007

    a f o g g y d a y

    4 komentarzy

    Dzisiaj przy śniadaniu przerzucałam kanały w telewizji i natknęłam się akurat na Dzień dobry TVN, gdzie Kinga Rusin i Marcin Meller (patrzcie państwo, czy bycie redaktorem Playboya nie jest wystarczająco dochodowe?) puszczali jakiś felietonik o kolekcjonerach. Było ich na tym materiale filmowych dwóch panów, jeden, co jeszcze jestem w stanie zrozumieć, jako córka ojca, który ma dwa stare volkswagen busy, zbierał stare, zabytkowe autobusy, takie całkiem nawet ładne, z wyglądu przypominające ‚ogórki’ – wiecie, te takie busy całkiem stare i okrągłe na pysku, z okrągłymi przednimi światłami etc. – pokazywał tak, jak się kiedyś kasowało bilety i że był specjalny autobus rentgenowski, który jeździł po wsiach i wykonywał darmowe badania rentgenowskie – to jest w sumie mały miły kawałek historii; ale ten drugi pan, co zbierał – etykietki po serkach topionych – to już przechodzi moje pojęcie ;p bo pewnie są jakieś etykietki – perełki sztuki gastronomiczno – wzorniczej, ale to są chyba nieliczne okazy, a trzymać w domu taką mało fascynującą stertę papierków? (ja tez przechodziłam takie okresy, kiedy zbierałam na przykład pudełka od zapałek, ale przeszło mi to jeszcze w podstawówce, a swoją drogą miałam w tej swojej kolekcji – wkładu własnego, bo reszta to była jeszcze mamy z jej czasów szczenięcych – raptem pudełek może z 10, to były śliczne węgierskie pudełeczka z cudownymi ilustracjami do bajek – były tam jakieś Szecherezady i Czerwone Kapturki, kupiłam je na wakacjach w piątej klasie podstawówki, kiedy byłam z moją kuzyneczką w Hajduszoboszlo (jakkolwiek to się pisze ;p), a po powrocie do Polski nie znalazłam niczego równie ładnego i moje hobby się skończyło ;p)

    Trzykrotne hip -hip – hurra na cześć nowego rządu! Nie dałabym się posiekać za Platformę, ale głosowałam na nich i lubię Gowina i – chyba każdy rząd będzie lepszy od kaczego ;p chociaż gdzieś tam słyszałam, że minister pracy na przykład się spisywała ;p

    Były książki i autorzy, których w moim dzieciństwie czytywałam setki razy – Terakowska i Niziurski. Przeczytałam ich wszystko, na czym tylko mogłam położyć swoje łapki (zresztą w ogóle jakoś tak czytałam seriami – miałam koleżankę, z którą regularnie chodziłam w lecie do biblioteki, a potem do sklepu ze spineczkami i na lody – to był nasz rytuał, tak samo jak kupowanie Kaczora Donalda – tej gazetki – w każdą środę, czy wtorek, chodziłyśmy całą grupą do osiedlowego kiosku po Kaczora Donalda, potem wyciągałyśmy kocyk i lalki barbie i karty, i siedziałyśmy sobie w lecie na kocyku, na trawie przed blokiem – na moim osiedlu jest dużo drzew i siedziało się przyjemnie – i z tą koleżanką przeczytałyśmy na przykład całą Montgomery – wiecie, wszystkie te Emilki i Anie). Terakowskiej moja ulubiona była Córka Czarownic – wypożyczyłam ją z biblioteki łącznie chyba ze 20 razy – ale Terakowską znalazłam sama, a Niziurskiego podsunęli mi rodzice, którzy sami czytali go, młodymi będąc. Niziurski – to pisarz po prostu fenomenalny! ostatnio wzięłam jego Marka Piegusa i przeczytałam, i czytało mi się to fantastycznie. Niziurski ma tak specyficzne poczucie humoru i wyczucie języka, ma niesamowity dryg do wymyślania nazwisk bohaterów i opisywania ich, jest taką kopalnią powiedzonek – a do tego ilustracje Bohdana Butenki, które są tak cudowne i tak śmieszne, zresztą oryginalne jest całe opracowanie graficzne książki – to wszystko powoduje, że czyta się cudownie. Bardzo lubię pisarzy, którzy mają wyczucie języka, którzy wiedzą, jakie słowa łączyć z jakimi, żeby brzmiało ciekawie i dobrze. (To powinni mieć wszyscy poeci, ale tak naprawdę to jest chyba dosyć rzadkie, a w poezji współczesnej już zupełnie tego nie widzę, alboo jestem uprzedzona ;p). Taki jest, wydaje mi się, Gombrowicz, to takie wrażenie po przeczytaniu mojej najnowszej szkolnej lektury, czyli Ferdydurke, albo Słonimski czy Kern – oni wszyscy mieli (Kern w sumie dalej ma :) po prostu szalone poczucie humoru – i Niziurski właśnie, a na przykład Stachura zupełnie mi się nie podoba od tej strony – ten jego słynny wiersz ‚Człowiek człowiekowi wilkiem’, językowo mi się zupełnie nie podoba, chociaż przesłanie ma zapewne szlachetne, czytałam też kiedyś fragment jego prozy i też mi nie przypadła do gustu. Coelho też jest strasznie nudny i nieciekawy językowo. Coelho jest w ogóle nieciekawy! ;p

    Jeszcze jedna dygresja powyborcza: moja mama przed wyborami nie mogła znaleźć dowodu i głosować poszła z paszportem. Przy głosowaniu ja pokazałam dowód, dumna i blada, a mama paszport, i dodała – córka zabrała mi dowód ;p

    Chryste Panie, i znowu napisałam za długą notkę ;p

    Dzisiaj miałam sytuację jak ten słynny pisarz, oczywiście wiemy wszyscy który, ale nie pamiętam jego nazwiska, ten, co mu się przyśnił poemat Kublai Khan, ale gdy się obudził i usiadł do zapisywania tego, przyszedł niefortunnie a visitor from Porlock i biedny pisarz przez tego visitora wszystko zapomniał. Otóż dzisiaj miałam jakiś strasznie dziwny sen, który kończył się tym, że stoję w łazience w mojej szkole muzycznej, której okno (którego tak naprawdę tam nie ma) wychodzi na dziedziniec (którego tak naprawdę też tam nie ma), a na dziedzińcu wieczór, oświetlenie sceniczne, nastrojowe, a na dziedzińcu jakiś polski boysband zaczyna grać jakąś nastrojową piosenkę w stylu Myslovitza – i głowę daję, że tę piosenkę sobie mój mózg sam wymyślił, bo nie słyszałam niczego podobnego, i bardzo mi się to podobało, ale po kilku pierwszych akordach – obudziła mnie mama! < ściana >

    Natomiast mama pokazała mi z oburzeniem w gazecie wyborczej z 15 października artykuł pisany przez – jakże dumnie brzmi ten tytuł – antropologa społecznego, artykuł, w którym ów antropolog pieje peany na cześć… polskiego hip hopu. Oczywiście każdy słucha muzyki takiej, jaka mu się podoba, i o gustach się nie dyskutuje, ale facet po studiach wyższych, używając argumentów, które można odeprzeć z łatwością, udowadnia nam wższość hip hopu nad tak zwaną kulturą wysoką – no po prostu heloł! Na początku powołuje się on na Michała Bajora – skądinąd bardzo fajnie śpiewającego, i pisze, że ‚na koncercie [Bajora] jest większe prawdopodobieństwo, że zjawią się wyalienowani weirdos, którzy jakoś nie mogą pogodzić się z losem, a najbardziej z własnymi wyborami’, klasyfikując tym samym miłośników piosenki aktorskiej jako życiowych nieudaczników. Widać, że pan dzienikarz Michała Bajora nie lubi – co więcej, nie zna, do czego sam się na początku przyznaje! (pisze, że sam go nie pamięta, tylko brat mu o nim opowiadał) – to tak jak ludzie, którzy koncert w filharmonii uważają za nudne smęty, a filharmoniczną publiczność za bandę snobów, nie wiedząc, o co tak naprawdę w tym chodzi. Dalej mamy jeszcze o tym, że facet nigdy nie słyszał o nazistowskich kapelach rapowych – a czy ktoś słyszał, żeby naziści słuchali Bajora? Pisze on, że muzyka Bajora barier nie łamie – no chyba że po czterech głębszych – i facet sam odsłania swoją totalną niewrażliwość muzyczną i słowno-liryczną, że tak powiem, skoro dynda mu i powiewa ładny tekst piosenki, i woli zadowolić się hiphopowymi tekstami, które są przecież tak dziwaczną mieszaniną języka ulicy i języka literackiego, i skoro woli rytmiczne skandowanie do podgrywanych w kółko czterech akordów, i nie umie znaleźć przyjemności w muzyce, która jest chociaż trochę bardziej skomplikowana – bo jej nie rozumie! I ma do tego prawo – ale dlaczego przedstawia swoje prywatne poglądy jako powszechnie obowiązujące? Bo taki generalnie jest wydźwięk tego artykułu.

    Poza tym razi mnie warstwa językowa tego tekstu – jak ktoś coś pisze, to powinno to być spójne stylistycznie, a w tym artykule są takie zdanka jak ‚nie zataja bluzgu świata i tego, że dookoła jest syf’, i ‚wyalienowani weirdos’, i ‚To język niezależności i wolności podobnie jak internet daje ludziom możliwość samorealizacji.’ (Przy okazji, to zdanie jest w ogóle fatalnie i nieprecyzyjnie zbudowane. A poza tym facet daje za dużo przecinków tam, gdzie ich nie trzeba, i opuszcza je tam, gdzie powinny akurat być. Czemu drukujemy teksty ludzi, którzy nie umieją pisać?). I jest tam i ‚efemeryczność kultury wysokiej’, i ‚przemoc męska, samcza, ciągle ci faceci…’ – no niech się facet zdecyduje… nie umiem tego do końca wytłumaczyć, ale ten tekst totalnie mnie razi, zarówno treścią jak i formą. I pisał ten tekst człowiek wykształcony: podpis pod zdjęciem głosi: ‚antropolog społeczny, doktorant Instytutu Europeistyki UJ, pracownik naukowy Center for Research on nationalism Ethnicity and Multiculturalism Roehampton University’. I facet ma prawo woleć hip hop od Bajora, ale niech nam nie wmawia, że hip hop jest etycznie od Bajora lepszy! (już nie mówiąc o tym, że nikt mnie nie przekona do tego, że jest lepszy muzycznie).

    Nikt nam nie wmówi, że białe jest białe, a czarne jest czarne! :)

    Myślę, że ludzie dorośli powinni mieć głęboko wpojony szacunek do muzyki poważnej, bo to taka sama i równorzędna część naszej kultury jak literatura i malarstwo. Nikt nie wypowiada się z lekceważeniem o Dostojewskim ani o Michale Aniele, wszyscy dorośli ludzie uznają to za podstawę wykształcenia, czemu więc muzyka nie jest jego elementem? a to przecież tylko kwestia wychowania, gdyby z radia non stop nie leciała szmira, tylko dobra muzyka, mielibyśmy zupełnie inne gusta, od małego słuchając czego innego. Absolutnie nie kwestionuję niczyich preferencji muzycznych, jazz, rock i wszystko inne też jest fajne i ma swój urok (zresztą byłabym hipokrytką, gdybym to robiła, też słucham czasem innych rzeczy ;p), ale totalna ignorancja w kwestii muzyki poważnej razi mnie okropnie. Być może to kwestia tego, że muzyka jest fatalnie zaniedbywana w szkole – na polskim uczymy się o literaturze na przestrzeni jakichś dobrych dwóch tysięcy lat, na plastyce i później na WoKu – praktycznie jest mowa tylko o malarstwie, rzeźbie i architekturze – na muzyce bardzo rzadko robi się coś poza śpiewaniem idiotycznych piosenek. (Przynajmniej tak wychodzi z mojego krótkiego doświadczenia ;p) A wiedza o kulturze – to wiedza o kulturze, jako o całości! nie powinno się jej ograniczać do sztuk plastycznych.

    PS Agitka: oczywiście całe pokolenie ’89 idzie do wyborów, prawda? i wszystkie starsze dzieci również? ;p


    • RSS