kajus blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2006

    bo się tak jakoś gorąco zrobiło (kocham wczesnojesienne stany pogodowe, no kocham ^-^), więc założyłam spódniczkę za kolanko na gołe nogi i bluzkę na ramiączkach. Przezornie i skromnie przyrzuciłam na wierzch sweterek, ale i tak go zaraz zdjęłam –

    no i w takim stanie wracałam sobie ze szkółki, a dokładnie z przystanku autobusowego, do domku. Dróżka z przystanku do domku prowadzi przez taką węższą uliczkę, która łączy główną drogę z ulicą, przy której stoi moje osiedle – jest to śliczna, wąska uliczka, przy której jeszcze w zeszłym roku (szkolnym) były jakieś stare domki w stanie mniejszego lub większego rozkładu, oraz ogromna połać zapuszczonego ogrodu. Czyli klymatycznie tak. Do tego uliczka ta nie miała oświetlenia, więc jak ze szkoły wracałam po zapadnięciu zmroku, przy dobrych warunkach atmosferycznych (^-^) pięknie widać było piękne rozgwieżdżone niebo. Natomiast teraz jakiś inteligentny ktoś wpadł na to, że na w.w. ogromnej połaci zapuszczonego ogrodu można wybudować ni mniej, ni więcej, tylko Lidla. I teraz, kiedy wracam wieczorem ze szkoły, świeci mi wcale nie księżyc i gwiazdy, tylko wielki plastikowy świecący transparent. Z napisem Lidl. (Swoją drogą, zawsze mi się wydawało, że to się pisze Liedl!) Jak ze szkoły wracam w dzień, to nie widzę drzewek i kwiatuszków, tylko szary moloch poobklejany papierkami z naisem ‚promocja’ i kawał betonu.

    W każdym razie, do rzeczy: budowa Lidla nie jest jeszcze ukończona. Jeszcze teraz krząta się w jego okolicy cała masa robotników, czyli workerów. W konsekwencji, nie lubię teraz tamtędy chodzić, bo oni się tak, doprawdy, obleśnie gapią. (Nie, żebym była jakąś superlaską, czy coś – czy, tym bardziej, żeby to był mój punkt honoru – ale oni się naprawdę obleśnie gapią.) No i dzisiaj idę sobie w tej spódniczce w kolanko, z poodkrywanymi nogami i rękami, a tu facet z łopatą się do mnie uśmiecha półgębkiem. Ja mu rzucam takie niezręczne spojrzenie, uchodzę parę kroków; a tu z tyłu za mną słyszę: „Przepraszam, kiedy ostatnio się pani opalała?”

    No cham!

    Bo kajus blady był, jest, i pozostanie.

    I dlatego moim niezmiennie ulubionym cytatem ze Starszych Panów jest nie żadna piosenka, tylko fragment wypowiedzi Jeremiego Przybory: „Dopiero po latach miałem okazję zobaczyć na plaży marmurowobiałe, piękne ciało Kaliny na tle banalnie opalonych ciał innych dziewczyn.”

    Kaliny Jędrusik, oczywiście :)

    PS Ostatnio jestem bardzo zajęta przeżywaniem dramatu egzystencjalnego tudzież zastanawianiem się nad sensem życia. Żadnych sensownych wniosków jeszcze nie wyciągnęłam :P

    Doprawdy,

    4 komentarzy

    pięknie jest iść w sobotę, w południe, po lekcji skrzypiec, na której powiedziano mi, że gram lepiej niż dotychczas, przez, wybaczcie mi Państwo ten banał, skąpaną w słońcu rzeszowską ulicę (a właściwie to przyzwoicie odnowiony deptak) Trzeciego Maja, słuchając Pieśni z Auvergny śpiewanych przez boską Kiri Te Kanawa. No po prostu – aw – pięknie! :)

    Some cynical Frenchman has said that there are two parties to a love trabsaction: the one who loves, and the other who condescends to be so treated. Perhaps the love is occasionally on the man’s side, perhaps on the lady’s. Perhaps some infatuated swain has ere this mistaken insensibility for modesty, dullness for maiden reserve, mere vacuity for sweet bashfulness, and a goose, in a word, for a swan. Perhaps some beloved female subscribes has arrayed an ass in the splendour and glory of her imagination, admired his dullness as manly simplicity; worshipped his selfishness as manly superiority, treated his stupidity as majestic gravity, and used him as the brilliant fairy Titania did a certain weaver at Athens.

    William Thackeray, Vanity Fair

    Nie miało byc koniecznie o miłości, ale tak mi się strona otworzyła :P Nevertheless, I now consider Vanity Fair as one of my favourites, not only as being a Regency story, but also so v. – aw Gad – brilliant! Becky Sharp is sometimes getting on my nerves, though.
    I jeszcze jeden krótki cytacik na koniec:

    The best of women (I have heard my grandmother say) are hypocrites. We don’t know how much they hide from us: how watchful they are when they seem most artless and confidential: how often those frank smiles, which they wear so easily, are traps to cajole or elude or disarm – I don’t mean in your mere coquettes, but your domestic models, and paragons of female virtue.

    albo:

    ‚Jove – aw – Gad – aw – it’s the finest segaw I ever smoked in the world – aw’

    < rech rech>

    I’m dead.

    Po raz pierwszy w życiu odczuwam na własnej skórze znaczenie słowa „wysiłek”. Jest to doświadczenie poniekąd interesujące, a oprócz tego bardzo, ale to bardzo absorbujące. Polecam! (heh, to ostatnie brzmi jakoś nieszczerze :P)


    • RSS