kajus blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 8.2006

    Zaczyna się już ten czas w roku, kiedy śmieci o ósmej wieczorem już nie wynosi się w szortach, ale w dżinsach i w bluzie, trzęsąc się z zimna, i doświadczając okazjonalnego deszczu, który przez cały dzień nie padał, i zachciało mu się akurat teraz, kiedy wyszłam te śmieci wynieść. Ale absolutnie najgorsze jest to, że… eech. Niechże te dwa słowa wyrażą mój ból: addio pomidory!
    (może i będą jakieś paskudne pomidory szklarniowe – będą? – i będę siedzieć przed telewizorem, oglądając sobie jakiś nagrany na wakacjach brit-sitcom, międląc w ustach kromkę z serem i z pomidorem, którego smak będzie nieporównywalnie gorszy niż ten letniego, aromatycznego, zapylanego trzmielami pomidora prosto z Głuchowa. Aach!)

    Mój Boże, i znowu przez cały rok nie będzie można łazić w szortach i japonkach, opalać się na balkonie (ku zgrozie starszych pań i uciesze dziesięcioletnich szczyli), jeść lody po prostu dlatego, że jest niewiarygodnie gorąco (już niedługo moim ulubionym przysmakiem stanie się na powrót gęste, gorzkie kakao, mm!), spać przy otwartym oknie, jeść soczystych, cytrusowych owoców (well obviously będzie można, ale jest taka teoria, że ludzie powinni jeść to, co jest aktualnie dostępne do jedzenia w sezonie, i na przykład jedzenie soczystych cytrusowych owoców w zimie jest bez sensu, bo to ochładza organizm. I’m kind of a mad feeding person!) no i tak dalej, i tak dalej… i o mój Boże, zaczyna mi się szkoła muzyczna i będę wychodzić z domu o siódmej rano i wracać i siódmej wieczorem! If only I’m lucky! Gaah.

    update 31.08
    Tak czy inaczej, zapomniałam, że the sole reason, dla której napisałam tę notkę, a której w końcu nie uwzględniłam, jest następująca niniejszym króciutka anegdotka:

    Pewien spiker radiowy za czasów PRLu chciał zapowiedzieć ‚Wesołe kumoszki z Windsoru’ – i przejęzyczył się i zapowiedział tak:
    Wesołe KOMUSZKI z Windsoru.

    Przepraszam, ale za każdym razem, kiedy o tym pomyślę, wybucham śmiechem.

    22! Dwadzieścia dwie! Kostka!

    22.06 Pomijając kwestię liczenia kalorri, siedzę właśnie i wcinam pomidory z serem feta, który ma 45% zawartości tłuszczu.

    22.10 I właśnie ułożyłam z mameńką jeden z najgłupszych rebusów świata: co to jest: dźwięk wydawany przy jedzeniu plus słony ser grecki plus wyraz twarzy? Am-Feta-Mina! Fajne, nie?

    22.17 Przeżywam momentalne załamanie, spowodowane tym, że zarówno Gregory Peck, jak i Marcelo Mastroianni już nie żyją. Ostatnio tatuś przyniósł mi film taki, Rozwód po włosku, i zakochałam się, dosłownie zakochałam w Marcelu Mastroiannim. Film był swoją drogą cudny, i taki, jak by to rzec, włoski. Ale tak jak ‚dziś prawdziwych cyganów już nie ma’, tak samo nie ma dobrych aktorów, może z wyjątkiem naprawdę paru osób, no Colina Firtha, Johnny’ego Deppa może, Mój Boże, Gene’a Kelly’ego nie ma, Freda Astaire’a nie ma, i jest jeszcze jeden boski aktor, który gral w ekranizacji ‚Emmy’ Austen w ’73 bodajże, a imię jego John Carson, i powiedzmy jeszcze – Helena Bonham – Carter fajna jest, ale bez starych filmów to ja bym chyba nie przeżyła. Chyba że bym nie wiedziała, że wcześniej byli fajniejsi aktorzy, wtedy pewnie zadowoliłabym się Sztuką zrywania i Miami Vice. Chociaż właściwie nie widziałam żadnego z tych filmów ;>

    22.36 tę chaotyczną notkę piszę właściwie po to, żeby zaprezentowac Wam ha, (nie – ha mąż – ha, trup!) ha, siebie! w nowej grzywce, po trzykroc ścinanej. Otom ja:

    Goodnight!

    PS tylko nie mam pojęcia, jak zrobic, żeby było mniej pustego miejsca, sorry!

    wskutek czego (nie mogę pisać na mojej nieszczensnej klawiaturze literki „e”, bo strasznie ciężko mi wchodzi – chyba nie plułam na nią, klawiaturę znaczy się, gumą do żucia, or similar? Doprawdy nie wiem, co się dzieje. Moja klawiatura dogorywa. Literkę „ć” muszę wklejać z Worda, bo mi dalej nie wchodzi.) ee wskutek czego jako mondry człowiek (i przede wszystkim skromny) się właściwie nie nudzę, ale czuję, że mogłabym zrobić o wiele więcej. Mam niewykorzystany potencjał. (Dlatego usiadłam i zrobiłam nowy szablon na bloga. Wyobraźcie sobie, że moja mamusia myśli o tym jako o marnowaniu czasu. Phi.) W przerwach pomiędzy nicnierobieniem pilnie ćwiczę na skrzypcach (1-2 h a day! Am quite proud of myself.), kiszę ogórki z mameńką, sprzątam piwnicę i garaż (istna Sodoma, Gomora i co tam jeszcze, pająki, robale, stęchlizna, pleśń, masa starych ciuchów i gazet, pająki, pająki, aaa!)i chodzę na basen. Do kumpeli – cza cza cza!

    Ostatnio obcięto mi grzywkę. Podobało mi się, ale po pewnym okresie czasu zaczęła mnie wkurzać jako za długa. Chwyciłam więc w domu nożyczki – sama! – i jako ten szalony maniak podcięłam sobie dłuższe pół grzywki bardzo nierówno, znaczy się artystycznie. Następnego dnia na szczęście mi ją poprawiono.

    Wszyscy gdzieś jeżdżą, do jasnej… ciasnej! (To takie urocze, zupełnie jak „odp…ierwiastkuj się”.) A z moich planów nie wyszło dokładnie nic, n i c, i zamiast podbijać centra handlowe w Norwich i rozkoszowa się aromatem prowansalskiej lawendy, siedzę w domu jak ta ostatnia ofiara. Czyż nie zasługuję na współczucie?

    Książę de la Rochefoucauld. Ostatnio urządzamy w naszym domku wielkie sprzątanie i wyciągamy różne książki z najbardziej zakamarkowatych zakamarków naszego mieszkanka. Trafiłam na ‚Maksymy i Rozważania moralne’ w tłumaczeniu Boya. Zaczęłam czytać trochę od niechcenia, ale się wciągnęłam; przeszłam do wstępu, napisanego zresztą również przez Boya, który był całkiem ciekawy i skojarzył mi z czymś tego Rochefoucaulda, a potem przeczytałam dokładniutko całą książeczkę. Oto parę cytacików:

    Że kochankowie nie nudzą się razem, to dlatego, że zawsze mówią o sobie.

    Obłuda jest hołdem, jaki występek oddaje cnocie. (isn’t it v. witty?)

    Niczego nie udziela się tak hojnie, jak rad.

    Ogłada umysłu polega na tym, żeby myśleć rzeczy przystojne i wykwintne.

    Nasza nieufność usprawiedliwia oszukaństwo drugich.

    And my all the time favourite!:
    Jedną z przyczyn, dla których tak mało jest ludzi rozumnych i miłych w rozmowie to to, że prawie nie ma człowieka, który by nie myślał raczej o tym, co chce sam rzec, niż starał się odpowiedzieć ściśle na to, co ktoś doń mówi. Najsprytniejsi i najuprzejmiejsi poprzestają na przybraniu uważnej miny, gdy w oczach ich i duchu czyta się obojętność na to, co ktoś mówi, i pośpiech w nawracaniu do tego, co sami chcą powiedzieć, Zapominają, że lichy to środek podobania się drugim albo przekonania ich jest starać się tak bardzo podobać samemu sobie i że dobrze słuchać i dobrze odpowiadać jest jedną z największych zalet w rozmowie.

    Boldnięcia moje, lecz, ach – na miły Bóg, czy to po prostu nie oddaje sedna sprawy?


    • RSS