kajus blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 4.2006

    Pisanie o majtkach na blogu nie należy może do najlepszego tonu, ale nie mogę się powstrzymać. Mam takie jedne: zielone, z narysowanym na nich żółtą ptaszyną i podpisem: ‚Chicks rule!’. Mama moja właśnie stwierdziła, że matki te są bardzo na czasie ze względu na obecną sytuację polityczną w kraju.

    Dużo się śmiesznych i ciekawych rzeczy zdarzyło od tej Wielkanocy, jak tylko będę miała troszkę więcej czasu, to powypisuję i ponadrabiam wszystkie czytelnicze zaległości blogowe, a na razie tyle, aha, a życzeń wielkanocnych właściwie nie wymyśliłam sama, tylko wysłała mi je Psióła, której to rodzice należą do Towarzystwa Przyjaciół Szwejka czy czegoś w tym stylu i właśnie to Towarzystwo owe życzenia wysłało im pocztą na eleganckim papierze z wydrukowaną podobizną szczerze wyszczerzonego Chińczyka.

    a na razie, adieu!

    Chiny to wielki i piękny kraj.
    Zamieszkuje go 1 300 000 000 /jeden miliard trzysta milionów/
    Chińczyków obojga płci, ze stumilionową przewgą płci męskiej*.
    W Chinach wszystko jest po chińsku.
    W Pekinie mają 9 000 000 rowerów.
    W Chinach nie obchodzą Świąt Wielkanocnych.
    Pozostając w zadumie nad tym faktem, życzymy Tobie i Wszystkim Chińczykom WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH w pełnym zestawie zajączków, jajeczek, mazurków, żurków, bazi, rzeżuchy i Baby Wielkanocnej lukrowanej, a w lany poniedziałek niech Ci nie ujdzie na sucho!

    *Bądź czujny. Sto milionów zdeterminowanych i gotowych na wszystko Chińczyków może przyjśc po nasze kobiety! Piechotą! W końcu to niedaleko. Pójdą cicho w chińskich trampkach.

    Znaczy nie, no ten tego, ja bardzo przepraszam wszystkich użytkowników Internet Explorera, że ten szablon wygląda w nim tak, jak wygląda, ale jako użytkowniczka (aktualnie) Opery dostosowałam go do tej właśnie przeglądarki. Są najwyraźniej tacy magicy, co potrafią zrobić tak, że layout ładnie wygląda wszędzie, ale ja tak nie potrafię, za co niniejszym przepraszam :P

    A poza tym, to byłam na cudownie uroczym koncercie. W sali balowej łańcuckiego samku, która posiada długo uświęconą… długą uświęconą… jezu, jak to się pisało!? :P no w każdym razie, tradycję koncertową, grała orkiestra kameralna Filharmonii Narodowej. Urocze miniaturki, serenady jakieś, Elgara, Corellego, Czajkowskiego, bardzo przyjemnie się tego słuchało. Opinii tej mojej niestety nie podzielał siedzący obok mnie na oko dziesięcioletni chłopczyk, który od początku koncertu demonstracyjnie zasypiał mamie, uroczej trzydziestce, na kolanach, a w połowie zaprotestował i wymknęli się chyłkiem z sali. A jeszcze jedno, jak muzycy schodzili z estrady, bokiem do publiczności, to było doskonale widać, że wszyscy rzędem mieli po lewej stronie szyi Ogromne Czerwone Plamy.

    Dzisiaj odkryłam natomiast zdumiewającą zależność pomiędzy stanem pokręcenia moich włosów a szamponem, którego używam. Po Johnson’s Baby włosy kręcą mi się najbardziej :P

    GUYBAL WAHAZAR – wygląda na lat 40. Czarne, długie, wiszące wąsy. Czarne, rozwichrzone włosy. Piana leje się z pyska przy lada sposobności (przyp. autora: bardzo łatwo wykonać przez uprzednie wpakowanie sobie w usta pastylek Vichy albo okruchów Piperaziny mag. Klawego).

    ŚWINTUSIA MACABRESCU – dziesięcioletnia dziewczynka, blondynka, ubrana biało z różowymi wstążkami. Piękna jak aniołek. Oczy czarne, olbrzymie.

    PLAZMONIK BLODESTAUG – jego (dra Plazmodeusza Blodestaug) syn. Ciemny, przystojny szatyn o delikatnych rysach. Artysta malarz i suchotnik.

    CYNGA (nazywają go Józefem) – lat pod 40. Barczysty brunet. Krótkie wąsy. Gęste, troche kręcące się włosy. Działacz społeczny. Bardzo przystojny „lomofam”. (przyp. autora: LOMOFAM = l’homme aux femmes)

    KRÓL HYRKANII – HYRKAN IV – wysoki, szczupły. Broda w klin, duże wąsy. Nos trohę zadarty. Duże brwi i długawe włosy. Purpurowy płaszcz i hełm z czerwonym pióropuszem. Miecz w ręku. Pod płaszczem złocista szata. (Dalej, co ma pod spodem, okaże się).

    JULIUSZ II – papież z XV wieku. Ubrany tak jak na portrecie Tycjana.

    KNIAZIÓWNA JANULKA FIZDEJKÓWNA – lat 15. Bydlądynka (bydlątko + blondynka), dość wysoka i szczupła. Ładna i dość uduchowiona, ale ma coś potwornawego w twarzy, ale to „coś” jest zaakcentowane subtelnie. Może trochę za wyłupiaste, rybie oczy, może za ukośne brwi, nos prosty, niezadarty, ale może zanadto trochę w kierunku równoległym do poziomu przesunięty; może za wąskie i zanadto skrzywione usta.

    JANINA WĘGORZEWSKA – matrona lat 54. Chuda; wysoka. Siwe włosy. Ma dwa sposoby mówienia: pospolitawy i istotny – i więcej dystyngowany i powierzchowny.

    ANDRZEJ MURDEL – BĘSKI – podejrzane indywiduum. Wąsiki. Bez brody. Brunet lat 35.

    KSIĘŻNA IRINA WSIEWOŁODOWNA ZBEREŹNICKA – PODBEREZKA – bardzo piękna szatynka, niezwykle miła i ponętna. Lat 27 – 28.

    PROKURATOR ROBERT SCURVY – twarz szeroka, zrobiona jakby z czerwonego salcesonu, w którym tkwią inkrustowane, błekitne jak guziki od majtek oczy. Szczęki szerokie – pogryzłyby na proszek (zdawałoby się) kawałek granitu. Strój żakietowy, melonik. Laska ze złotą gałką (tres demode). Biały halsztuk zawinięty i ogromna w nim perła.

    —————–

    PAFNUCY: A tłumacz to sobie, kiedyś taki mądry. A naści!

    Uderza go (Gruna). Za nim rzuca się Alfred, i obaj okładają Gruna. Siostra Barbara rzuca się na ratunek i miesza się między bijących się. Powstaje tak zwana „obszczaja rukopasznaja schwatka a’la maniere russe”, przypominająca tzw. „samossoude”. Wszyscy czworo tarzają się po ziemi, łupiąc się wzajemnie, co się zmieści. W tę kupę walczących wmieszany jest trup Walpurga, który przewala się między nimi bezwładnie. Oślepiające błękitne światło, puszczone z góry z reflektora, oświetla scenę. Lampa górna gaśnie i w ostrym eliptycznym kręgu świetlnym kręgu świetlnym widać tylko kotłującą się miazgę ciał. Podczas tego kurtyna wolno zapada.

    Ech, no i jak tu nie lubić Witkacego? Skoro człowiek zaczyna się śmiać już podczas czytania o osobach dramatu? :P

    Strasznie dużo się zmieniło przez ten rok. Strasznie dużo się działo. Jak sobie przypomnę, jaka byłam rok temu, zero problemów, beztroskie, krótkowłose gimnazjalne dziecię (i płakałam, jak papież umierał – trochę mnie to wkurza, te koszulki z napisem ‚nie płakałem po śmierci papieża’. Co to jest, show – offowanie się, cynizm, no nie wiem, ale – eech). A od początku kwietnia 2005 nagle jakoś zaczęło się dziać, i jak zaczęło, to się już działo i działo. I dalej się dzieje. Dużo się pozmieniało w moim życiu przez ten rok. A teraz jakoś tak mi się wydaje, że zaczynam od nowa. Może to zbawienny wpływ wiosny ^-^ aczkolwiek, nevertheless, czuję się szalenie staro – normalnie licealistka z bagażem bardzo posh problemów natury emocjonalnej jak i też życiowej. Ha! :P

    Właśnie miałam deja-vu. Patrząc na klawiaturę. Mam wrażenie, że gdzieś już coś takiego widziałam. Co za szalony zbieg okoliczności.

    Rudyard Kipling, If: (just a piece)

    If you can dream-and not make dreams your master;
    If you can think-and not make thoughts your aim;
    If you can meet with Triumph and Disaster
    And treat those two imposters just the same;
    If you can bear to hear the truth you’ve spoken
    Twisted by knaves to make a trap for fools,
    Or watch the things you gave your life to, broken,
    And stoop and build ‚em up with worn-out tools:

    … yuss? :)

    Dzisiejsza notka chyba nie ma ani sensu, ani pointy, ani niczego innego, czego można byłoby się spodziewać po porządnej notce. Sorry, folks!


    • RSS