kajus blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2006

    W końcu zrobiła się wiosna, i jest bardzo ciepło, bardzo wiosennie i bardzo deszczowo. Nie mam nic przeciwko deszczowi, wręcz przeciwnie, więc chadzam ostatnio na spacerki do parku (korzystając z tego, że mam teoretycznie rekolekcje, a w praktyce trzy dni wolnego – niestety, dzisiaj ostatni dzień wolności!), dzierżąc w jednej dłoni wiosenny, zielony parasol, a w drugiej nescafe frappe (po drodze do parku jest cukiernia, co absolutnie nie sprzyja moim planom dotyczącym uzyskania figury supermodelki do wakacji – pójdzie człowiek na spacer, chce spalić trochę kalorii, a tu mu frappe pod nosem. Ale nie potrafię oprzeć się pokusie, mają tam najlepszą bitą śmietanę w promieniu pięciu kilometrów ^-^).

    Byłam więc wczoraj na takowym spacerku, i było po prostu ślicznie. Bardzo mgliście. Deszczowo. I nawet troszeczkę, odrobinkę romantycznie, ale to już inna historia, i, jak się dzisiaj niestety okazało, wcale nie z happy endem :P

    I oczywiście wcześniej byłam u Psióły w szkole. Tak o, odwiedzić, ale padłam ofiarą tejże i zaciągnięto mnie na ichniejszą lekcję matematyki. Przez całą lekcję siedziałam skurczona w przedostatnim rzędzie (z wyjątkiem momentów, kiedy profesor wsadzał nos w dziennik, a ja rozluźniałam się na tyle, żeby zagrać z Psiółą w kółko i krzyżyk), trzęsąc się ze strachu, żeby tylko przypadkiem ichniejszy profesor mnienie wytropił. Ja się nie nadaję, ja jestem cykor :P

    PS Dzięki, dzięki, za te wszystkie komplementy na temat szablonu, ale niestety tym razem mój szalenie dobry gust objawił się tylko w tym, że wybrałam ten szablon ze strony z gotowcami :P ostatniom wypruta i nie mam ani czasu, ani chęci grzebać się w htmlu, i z tego też powodu większość podstron jest chwilowo nieczynna – sorry! :P

    UPDATE, 20.25
    No i Psióła wyciągnęła mnie na teniska. Już od początku było zabawnie i dużo hałasu, bo mój śliczniutki zielony parasol wciął mi się w drzwi obrotowe. Kiedy próbowałam Psióle uświadomić, że to dlatego, że źle przekręciła, Mr Maciek (instruktor) poszedł go (u)ratować. Dalej była ogromna kupa śmiechu, moja reputacja jako chuligana, dwójarza i lesera została ustalona, Psióła pokazowo rozjechała się w szpagat na korcie; poza tym jestem z siebie dumna: wygrałam jednego gema tylko swoim serwisem! A następnego grałam naprawdę ładnie! Chociaż myślałam, że Psióła mnie całkowicie rozwali, czego należałoby się spodziewać po kilkumiesięcznej przerwie w graniu. Proszę mię chwalić :P

    Kierownik ogrodu zoologicznego okazał się karierowiczem. Zwierzęta traktował tylko jako szczebel do wybicia się. Nie dbał także o należytą rolę swojej placówki w wychowaniu młodzieży. Żyrafa w jego ogrodzie miała krótką szyję, borsuk nie posiadał nawet swojej nory, świstaki, zobojętniałe na wszystko, świstały nadmiernie rzadko i jakby niechętnie. Niedociągnięcia te nie powinny mieć miejsca, tym bardziej że ogród bywał często odwiedzany przez wycieczki szkolne.

    Był to ogród prowincjonalny, brakowało w nim kilku podstawowych zwierząt, między innymi słonia. Usiłowano go na razie zastąpić, hodując trzy tysiące królików. Jednak w miarę jak rozwijał się nasz kraj – planowo uzupełniano braki. Wreszcie przyszła kolej i na słonia. Z okazji 22 Lipca ogród otrzymał zawiadomienie, że przydział słonia został ostatecznie załatwiony. Pracownicy ogrodu, szczerze oddani sprawie, ucieszyli się. Tym większe było ich zdziwienie, kiedy dowiedzieli się, że dyrektor napisał do Warszawy memoriał, w którym zrzekał się przydziału i przedstawił plan uzyskania słonia sposobem gospodarczym.
    „Ja i cała załoga” – pisał – „zdajemy sobie sprawę, że słoń jest wielkim ciężarem na barkach polskiego górnika i hutnika. Pragnąc obniżyć koszty własne, proponuję zastąpić słonia wymienionego w odnośnym piśmie – słoniem własnym. Możemy wykonać słonia z gumy, w odpowiedniej wielkości, napełnić go powietrzem i wstawić za ogrodzenie. Starannie pomalowany, nie będzie się odróżniał od prawdziwego, nawet przy bliższych oględzinach. Pamiętajmy, że słoń jest zwierzęciem ociężałym, nie wykonuje więc żadnych skoków, biegów i nie tarza się. Na ogrodzeniu umieścimy tabliczkę wyjaśniającą, że jest to słoń szczególnie ociężały. Pieniądze zaoszczędzone w ten sposób możemy obrócić na budowę nowego odrzutowca albo konserwację zabytków kościelnych. Proszę zwrócić uwagę, że zarówno inicjatywa, jak i opracowanie projektu jest moim skromnym wkładem we wspólną pracę i walkę. Pozostaję uniżenie” – i podpis.

    Widocznie memoriał trafił do rąk bezdusznego urzędnika, który biurokratycznie traktował swoje obowiązki i nie wniknął w istotę sprawy, ale kierując się tylko wytycznymi w zakresie obniżki kosztów własnych – zaakceptował ten plan. Otrzymawszy odpowiedź zezwalającą, dyrektor ogrodu zoologicznego polecił wykonać ogromną powłokę z gumy, którą następnie wypełnić miano powietrzem. Mieli dokonać tego dwaj woźni przez nadmuchiwanie powłoki z dwóch przeciwnych końców. Aby rzecz utrzymać w dyskrecji, cała praca musiała być ukończona w ciągu nocy. Mieszkańcy miasta dowiedzieli się już, że ma przybyć prawdziwy słoń i chcieli go zobaczyć. Poza tym dyrektor naglił, ponieważ spodziewał się premii, o ile jego pomysł zostanie uwieńczony powodzeniem.

    Zamknęli się w szopie, w której urządzony był podręczny warsztat, i zaczęli nadmuchiwanie. Jednak po dwóch godzinach wysiłku stwierdzili, że szara powłoka tylko nieznacznie uniosła się nad podłogą, tworząc bulwiasty, spłaszczony kształt, w niczymjeszcze nie przypominający słonia. Noc postępowała, głosy ludzkie uciszyły się, jedynie z ogrodu dolatywało wołanie szakala. Zmęczeni, przerwali na chwilę pilnując, żeby powietrze już nadmuchane nie uciekło. Byli to starsi ludzie, nie przyzwyczajeni do takiej roboty.
    - Jak tak dalej pójdzie, skończymy dopiero rano – rzekł jeden z nich. – Co ja powiem żonie, kiedy wrócę do domu? Nie uwierzy mi przecież, jeżeli jej powiem, że przez całą noc nadmuchiwałem słonia.
    - Rzeczywiście – zgodził się drugi. – Słonie nadmuchuje się rzadko. Wszystko przez to, że nasz dyrektor jest lewak.
    Po dalszej półgodzinie poczuli się zmęczeni. Kadłub słonia powiększył się, ale daleko było mu jeszcze do pełnych kształtów.
    - Coraz ciężej idzie – stwierdził pierwszy.
    - W samej rzeczy – przytaknął drugi. – Jak po grudzie. Odpocznijmy trochę.
    Kiedy odpoczywali, jeden z nich zauważył kurek gazowy, wystający ze ściany. Pomyślał, czy nie dałoby się wypełnić słonia do reszty gazem – zamiast powietrzem. Powiedział o tym koledze. Postanowili zrobić próbę. Załączyli kurek do słonia i ku ich uradowaniu już po krótkiej chwili na środku szopy stanęło zwierzę w całej wysokości. Było jak żywe. Zwalisty tułów, słupiaste nogi, wielkie uszy i nieodłączna trąba. Dyrektor, nie zmuszany już do liczenia się z żadnymi względami, a powodowany ambicją posiadania w swoim ogrodzie okazałego słonia – postarał się, żeby model był bardzo duży.
    - Pierwszorzędny – oświadczył ten, który wpadł na pomysł z gazem. – Możemy iść do domu.

    Rankiem przeniesiono słonia do umyślnie urządzonego dlań wybiegu, w centralnym punkcie, koło klatki z małpami. Ustawiony na tle naturalnej skały, wyglądał groźnie. Przed nim umieszczono tablicę: „Szczególnie ociężały – w ogóle nie biega”.
    Jednymi z pierwszych gości tego dnia byli uczniowie miejscowej szkoły,
    przyprowadzeni przez nauczyciela. Nauczyciel zamierzał przeprowadzić lekcję o słoniu w sposób poglądowy. Zatrzymał całą grupę przed słoniem i zaczął wykład:
    - …Słoń jest roślinożerny. Za pomocą trąby wyrywa młode drzewka i objada je z liści.
    Uczniowie skupieni przed słoniem oglądali go pełni podziwu. Czekali, żeby słoń wyrwał jakieś drzewko, ale on tkwił za ogrodzeniem bez ruchu.
    - … Słoń pochodzi w prostej linii od zaginionych już dzisiaj mamutów. Nic więc dziwnego, że jest największym z żyjących zwierząt lądowych.
    Pilniejsi uczniowie notowali.
    - …Tylko wieloryb jest cięższy od słonia, ale ten żyje w morzu. Możemy więc śmiało powiedzieć, że królem puszczy jest słoń.
    Przez ogród powiał lekki wiatr.
    - …Waga dorosłego słonia waha się od czterech do sześciu tysięcy
    kilogramów.

    Wtem słoń drgnął i uniósł się w powietrze. Przez chwilę kołysał się tuż nad ziemią, ale podtrzymany wiatrem ruszył do góry i ukazał całą swą potężną postać na tle błękitu. Jeszcze chwila i mknąc coraz wyżej zwrócił się ku patrzącym z dołu czterema krążkami rozstawionych stóp, pękatym brzuchem i koniuszkiem trąby. Potem, niesiony przez wiatr poziomo, pożeglował ponad ogrodzenie i zniknął wysoko za wierzchołkami drzew. Osłupiałe małpy patrzyły w niebo.

    Słonia znaleziono w pobliskim ogrodzie botanicznym, gdzie spadając nadział się na kaktus i pękł.
    A uczniowie, którzy wtedy byli w ogrodzie zoologicznym, opuścili się w nauce i stali się chuliganami. Podobno piją wódkę i tłuką szyby. W słonie nie wierzą w ogóle.

    Szanowni Państwo zapewne sobie myślą, że tak.
    A guzik!
    Otóż niedawno odkryłam przepis na kajus. Niniejszym zapodaję:

    Kaju – Pea Rissoles

    Ingredients:
    2 cups – mashed potatoes
    2 – beaten eggs
    1 cup – crushed vermicelli
    1 – lemon
    1 tsp – sugar
    1 cup – boiled peas
    1 cup – grated coconut
    1 tsp – garam masala powder
    1 cup – chopped kajus, lightly fried
    oil for frying
    salt to taste

    Method:
    Mix peas and coconut with salt, lemon juice, garam masala and kajus.
    Form rissoles of potato, filling centre with the pea mixture.
    Dip in eggs and roll in vermicelli, shallow fry till well browned.

    Chopped, lightly fried kajus?
    Czas zacząć się bać.
    Mam nadzieję, że wśród moich znajomych nie ma kanibali (ani kajusobali) :P

    Hmm.

    17 komentarzy

    Ostatnio zastanawiałam się nad założeniem sobie hasła… ale chwila, przepraszam, mam się chamstwa przestraszyć? It is a truth universally acknowledged, etc etc, że z chamstwem trzeba walczyć siłom i godnościom osobistom. Radę Twoją, eee… najdroższa Kitty, można odnieść równie dobrze do Ciebie, zastanów się nad sobą. Bo jak dobrze pójdzie, to znienawidzisz jedną trzecią populacji. Ja z tego pokroju normalnymi ludźmi nie chcę mieć nic wspólnego.

    To jest taka typowa polska mentalność, nie wychylać się z szeregu, bo dostaniesz po łapach. Dlatego uczniowie nie stawiają się nauczycielom, dlatego rodzice nie mają odwagi powiedzieć nauczycielowi na wywiadówce, co im się nie podoba (tylko wracają do domu i gonią Bogu ducha winne dziecię do książek, ale to tak na marginesie, moi rodzice na szczęście raczej nie :P), dlatego ludzie nie mają odwagi robić, wyglądać, myśleć po swojemu, bo zawsze znajdzie się jakiś (często zakompleksiony) ponurak, który ich skrytykuje, mając świadomość, że on jest Normalny. Przypomina mi się pierwsze zdanie z pierwszego Pottera: „Państwo Dursleyowie spod numeru czwartego przy Privet Drive mogli z dumą twierdzić, że są całkowicie normalni, chwała Bogu.”

    A ja nie mam zamiaru się tym przejmować, bo gdybym się przejmowała, chyba już dawno musiałabym się powiesić na własnym pasku. (Zresztą jakby mnie wszyscy lubili, byłoby to cokolwiek podejrzane.) Co innego, gdyby jakąś chamską rzecz napisał o mnie, powiedzmy, wielki człowiek Słonimski (albo inny wielki człowiek… albo człowiek systemu, … :P), wtedy bym się nad tym zastanowiła; Słonimski zresztą miał jeszcze jedną zaletę: jego chamstwa były dowcipne (nigdy nie zapomnę, jak w Pogaduszkach Kerna, w jednym wywiadzie [nie pamiętam, z kim] mowa była o Słonimskim, jak dla jednego trafnego zwrotu w recenzji gotów był poświęcić całą sztukę, jako przykład podawano jego recenzję ze sztuki pod tytułem ‚Kartka papieru’ bodajże: ‚To nie była kartka papieru. To była rolka.’) Ostatnio poczucia humoru jakoś nie widać wśród polskiej nacji (co prawda, są wyjątki, ale coś mało o nich słychać).

    Na koniec dwa cytaty:

    1. Jane Austen, Pride and Prejudice

    ‚-Mr. Darcy is not to be laughed at!- cried Elizabeth. -That is an
    uncommon advantage, and uncommon I hope it will continue, for it would be a great loss to ME to have many such acquaintances. I dearly love a laugh.

    -Miss Bingley,- said he, -has given me more credit than can be. The wisest and the best of men– nay, the wisest and best of their actions– may be rendered ridiculous by a person whose first object in life is a joke.

    -Certainly,- replied Elizabeth– there are such people, but I hope I am not one of THEM. I hope I never ridicule what is wise and good.

    2. Nie wiem kto, ale jakiś sławny, dowcipny Polak powiedział:
    Żyjmy sobie dla przyjemności, a głupcom na złość. Mam zamiar się stosować.

    Nie jestem pewna, czy wyczerpałam istotę problemu :P

    Frida. Oglądałam ten film już wcześniej, byłam chyba w pierwszej klasie gimnazjum i wybrałam się z mamą do łańcuckiego kina, które jest umiejscowione w domu kultury i do granic możliwości zdezelowane i w ogóle nie posh, zupełne przeciwieństwo tych wszystkich heliosów i multikin, ale ja za nimi nie przepadam. Technika mnie trochę przytłacza. W takim starym, peerelowskim małym kinie czuję się cokolwiek gałczyńsko. No i widziałam tę Fridę, ale mało z niej pamiętałam, właściwie nic.

    No i wczoraj była ta Frida w telewizji. Doszłam do wniosku, że oglądnę sobie. I sobie oglądnęłam. I, jak zwykle ostatnio (może to ten okres dojrzewania taki trudny? :P) się wzruszyłam. Kiedy przypomniałam sobie tę historię życia Fridy Kahlo: jak w wieku siedmiu lat chorowała na polio, jak w wieku osiemnastu lat miała ten straszny wypadek w autobusie, kiedy kawał drąga przebił ją na wylot, kiedy miała kręgosłup złamany w dwóch miejscach, nogę w jedenastu, zmiażdżone stopy, nie wiem co jeszcze, i ledwo przeżyła, nie mówiąc już o chodzeniu… i podniosła się z wózka, i chodziła, chociaż diagnoza lekarska mówiła, że już nigdy nie będzie w stanie! Że miała 32 operacje, że już później w nodze wdała się jej gangrena, i najpierw amputowali jej palce, a potem nogę aż do kolana… jak całe życie walczyła, cierpiała, bolało ją wszystko, a ona była dzielna, musiała mieć potężną siłę woli.

    I to widać, widać tę jej siłę woli i twardy charakter w jej obrazach. Są straszne, krwawiące, makabryczne i okropne, ale ta kobieta na nich jest silna, połamana i krwawiąca, ale silna. Jej kreska jest zdecydowana; w ogóle maluje cudownie, jakieś niestworzone makabryczne rzeczy, na które aż strach czasem popatrzeć, właściwie maluje bardzo prosto, jakoś tak nieakademicko, ale cudownie, cudownie. I inaczej. Jest przy tym emocjonalna, szczegółowa, i jakaś taka faktycznie kobieca w wyrazie, i feministyczna jednocześnie, i chłopięca, i jest zupełnie wszystkim naraz, i ma ten nerw.

    Film jest bardzo piękny, ma bardzo malarskie ujęcia, pięknie i strasznie wyglądała zakrwawiona i ozłocona Frida po wypadku – to taka jedna scena, która mi się przypomina. Dobrze zagrany, a Salma Hayek faktycznie jest niesamowicie podobna do Fridy Kahlo. I ścieżka dźwiękowa mi się spodobała, takie melodyjno – smutne latynoskie zawodzenie. Śliczny film.

    PS wpuścić chamstwo na salony – to się panoszy… :P

    Zapuszczam, zapuszczam, …i zapuszczam. Ostatnio jestem straszliwie zafascynowana swoimi włosami, bo: spinam sobie do tyłu, zostawiając luźne kosmyki i grzywkę z przodu, i, proszę Was, te luźne kosmyki mi się kręcą! No i czuję się zupełnie jak regencyjna dama. Spinam sobie te włosy, sączę fajf o’klokową herbatkę z porcelanowej filiżanki, a potem siadam do fortepianu (w wersji blokowej, niestety nie dysponuję – jak na razie tylko oczywiście! – rezydencją na miarę Pemberley – pianina) i pogrywam sobie drobne utworki. (Nie jestem pewna, czy wśród dorastających panien regencyjnych był na czasie Bach, ale mi się tam podoba.) Jedyne, czego mi brakuje do szczęścia, to prześliczna regencyjna sukienka, taka z jasnego muślinu (?) i zebrana pod biustem (w tym sezonie będę w siódmym niebie, bo podobno taki fason jest teraz trendy… a raczej jazzy? alboco?), a na dokładkę mąż w typie Mr Darcy’ego. Mmm.

    czyli ostatnio pierwszą czynnością, jaką wykonuję po wróceniu du domu, jest włączenie cedeta i zapodanie sobie do uszka Tangata Quintet z Krzysiem Jakowiczem. Ach, rozpływam się!

    A dzisiaj, z okazji, że skończyłam lekcje o pierwszej, zamiast, planowo, o czwartej, wyciągnęłam mamusię na zakupy. Weszłyśmy do drogerii z pełnym portfelem, a wyszłyśmy z pustym, ale za to z pełnymi torbami. Rezultat zakupów: dwa cienie do powiek, maskara, korektor, kredka do oczu, perfumy, olejek cynamonowo – cedrowy do kąpieli i jakaś fantastyczna – egzotyczna maseczka na gorąco (znaczy na gorąco to ona będzie, jak ją potrzymam w gorącej wodzie. Oprócz tego w ‚instrukcji obsługi’ zalecane jest odprężenie się i zrelaksowanie. A jak nie, to co? :P) No i wobec tego, z takim ekwipunkiem, mam zamiar wreszcie skorzystać z możliwości, jakie daje mi przemysł kosmetyczny i zacząć się upiększać. Bo do tej pory malować to mi się nie chciało, wskutek czego jestem beznadziejnie jak na siedemnastoletnie (rocznikowo przynajmniej) stworzenie zapóźniona w jakichkolwiek technikach makijażu i będę musiała iść na korki do Psióły. Ale w każdym razie zrobiłam sobie taki wstępny makijaż na próbę, który wzbudził entuzjazm u mateńki, więc chyba nie jest tak źle…

    Oprócz tego (najwyraźniej ostatnio wyłazi ze mnie typowa baba) jestem zafascynowana moimi włosami. Moje włosy bywały cienkie i fu, bo po tatusiu, któremu się właśnie łysieje, a nie po mamusi, która ma gęste i sztywne włosy, za które bym, powiadam Wam, zabiła. No ale nie ma tego złego, co by na dobre; otóż ostatnio po myciu nie chciało mi się suszyć głowy, a jak sobie wyschła sama, to, wyobraźcie sobie, włosy mi się podkręciły! No byłam po prostu zachwycona. No i dzisiaj poszłam do szkoły z rozpuszczonymi (myślę, że są już na tyle długie, żeby zasługiwać na takie określenie :P). I przez cały dzień połowa klasy, włącznie z wychowawczynią (która w ogóle jest kochana i ją uwielbiam; a w ogóle to ja się ostatnio zastanawiam, czy ja jakaś chora alboco nie jestem, bo szkołę polubiłam), pytała się mnie, czy rozpuściłam, czy ścięłam. Najwyraźniej mój kucyk robił dobre wrażenie :P A teraz upięłam sobie włosy do góry i paraduję dumna jak Patty, patrz: Patty.

    News: mój nowy rekord na hoola – hopie to uwaga uwaga, 15, słownie piętnaście minut! I mogłabym jeszcze kręcić, tylko mateńka chciała przejść obok i skończyło się tragicznie. Well.

    PS Dodałam nowe zdjęcia na flickrze. Bardzo aktualne, bo z komersu i zakończenia roku trzeciogimnazjalnego ;> no i trochę z zimy. Z pierniczkowego spree.


    • RSS