kajus blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 12.2004

    Moi mili, niniejszym zawiadamiam, że przez następny tydzień nie będzie notek, ponieważ szejk (& Co.) udaje się na narciarskiego Sylwestra do Krynico – Muszyny.
    W związku z tym wszystkim moim wiernym kiej pies czytelnikom zmuszona jestem życzyć niezapomnianej, czaderskiej, odjazdowej, cool, fantastico, wypasionej, i co tam se jeszcze chcecie, oblanej hektolitrami…. soku owocowego (zdrowy styl życia, pamiętajcie!), i trwającej do co najmniej czwartej nad ranem imprezy sylwestrowej. Hej!
    Dziękujemy za uwagę. Na następny odcinek zapraszamy za tydzień. Good – bye.
    Aha, and Happy New Year! Cheers!

    zeby sie wom darzyło wsycko skolne twozenie.
    Na scynscie na zdrowie na ten Nowy Rok
    zeby sie wom dazyła biologia i WoK.

    Daj Boze coby było plusików w dzienniku bez liku
    a piątecek tyz zeby była fura.
    a W stołowce codziennie niek sie warzy kura,

    a w spizarni becka kapusty
    jako ten ucnioski łeb pusty.

    Zeby wos nie bolało w piersiaw ani w uchu,
    to se zawse chodźcie w baranicy i kozuchu.

    Gazdowi zyco konia sybkiego (mekanicnego),
    a gospodyni gazdy łostroznego.
    Wsycko zas panny i kawalyry
    niek sie do pory dobrze dobiero…
    na scynscie na zdrowie na to Boze Narodzenie.

    P.S. dla niewtajemniczonych:
    powyższe to życzenia, które zostały zaprezentowane w czasie akademii „opłatkowej” w Gimnazjum nr 2 w Łańcucie. Obiecałam, wstawiłam :P

    czyli już po akademii < lol >
    Podobało im się, bili brawo, śmiali się w odpowiednich miejscach, a na koniec Szefuńcio powiedział, że to moje, i nawet ktoś entuzjastycznie zawył! :P no, właściwie zawyły dwie osoby, bo jeden z fellow – actors też wył :P
    a teraz ferie, Święta, sylwester, i P. obiecał mi, że postara się grzecznie miło zachowywać :P spróbuj nie dotrzymać słowa, ty!!!
    a na skrzypcach zapomniałam nut, i grałam z cudowną a.s. (nauczycielka :P) kolędy przez pół godziny, po czym ta stwierdziła, że już się jej nie chce grać :P
    i’m happy, so happy, and i am such a fool… :P
    aaaa! będę wyć ze szczęścia, sąsiedzi strzeżcie się < lol >

    …”byle do Świąt”.
    Wszystko się nagle zwaliło:
    A. przysłał paczkę i trzeba mu napisać ładny, długi list po angielsku,
    jestem odpowiedzialna za szkolną akademię opłatkową, wskutek czego spędzam każde popołudnie nad powstającym scenariuszem,
    mam te przeklęte testy gimnazjalne za jakieś dwa tygodnie,
    w końcu przyszło do zmiany wystroju mojego pokoju (o, nawet się zrymowało :P) – czyt. wywrócenia go do góry nogami, ale na szczęście to już poza mną,
    NIE MA ŚNIEGU!!!

    Na pocieszenie:

    STROFY NAPISANE PRZEZ MISIA
    O BARDZO MAŁYM ROZUMKU:

    W poniedziałek, w chmurny dzień,
    Rozmyślałem idąc lasem:
    „Czemu tym jest zawsze ten,
    A ów owym – tylko czasem?”

    A we wtorek myślę tak
    (Było ciepło i słonecznie):
    „To na pewno, tak czy siak,
    Ale tamto – niekoniecznie”.

    Znów we środę padał deszcz,
    Więc rozważam z niepokojem:
    „Wasi naszym mogą też,
    Lecz nie mogą twoje moim”.

    W czwartek znów był mróz i szron…
    Pomyślałem: „Coś tu będzie…
    Bo choć tutaj dzisiaj on,
    Ale oni zawsze wszędzie”.

    W piątek…

    Ach, tak, tak, muszę dodać notkę – rzekła Kaja-Kangurzyca, nie czekając, aż usłyszy, co stało się w piątek.

    Chi-hah nots, shvion-tah nots,
    po-kooj nie-shieh loodjiom svem,
    Ah oo zhwoob-ka Matka shvion-tah choo-va
    sah-mah ush-mieh-nion-tah,
    |: Nahd je-chont-ka snem. :|

    Chi-hah nots, shvion-tah nots,
    pas-toosh-kovieh od svyh tzood,
    Bieg-nown viel-tseh za-dzi-vie-nih,
    za aniels-kim gwo-sem pie-ni,
    |: Gdsheh shiown spehl-niw tsood. :|

    Chi-hah nots, shvion-ta nots,
    nah-ro-dzony Boshy Syn
    Pahn Viel-kie-go My-es-ta-tu,
    nie-sheh dzish tsa-we-mu shvia-tu,
    |: Od-ku-pie-nieh veen. :|

    normalnie debeściarskie, nie? :P

    No to robię prawdziwe, domowe krówki. Prawdziwe, domowe krówki z mleka w puszce :P
    Bądź co bądź, teraz pulpa zaczyna gęstnieć i coraz bardziej przypominać normalne, porządne krówki.
    A wiecie, co jest najgorsze??
    Że się strułam!!!
    I, psiakostka (jak to mówił pewien bohater filmowy), nie mam wcale ochoty na te krówki.
    A wrr.

    właściwie to Fiedlera nie czytałam, za to od czasu do czasu z upodobaniem słucham audycji Pawlikowskiej w radiowej Jedynce i dzisiaj jakoś tak mnie wzięło, żeby wejść na jej stronę internetową – i co tam widzę?
    „NOWOROCZNA wyprawa do Peru – aby naładować się pozytywną energię na resztę roku. Są jeszcze dwa wolne miejsca.”
    O, mamo. To kto ze mną jedzie?? :P
    Żartuję, ale jak cudownie byłoby pojechać teraz do Peru… ze względu na samo Peru, ale i na tę tutejszą wstrętną, pseudozimową aurę – ciocia mi właśnie mówiła, że ktoś mówił, że ma nie być śniegu na Święta! Kompletne dno.
    A poza tym to Pawlikowska jest bardzo fajna. O! :P
    P.S. Ile jeden Małysz potrafi sprawić człowiekowi radości :) oby tylko dzisiaj dobrze mu poszło!

    …więc byłyśmy na „Tangu” Mrożka.
    Pani J. zabrała nas jako jedyne ze szkoły! wyjątkowo, na naszą prośbę, bo jak to ładnie powiedziała, „my jesteśmy humanistki” ;)
    Przedstawienie:
    nie podobała mi się straszliwie rola mamy Artura, Eleonory – szatynka cierpiąca na syndrom blondynki – mówiła takim piskliwym, kobiecym, przesadzonym głosem – takim… pretensjonalnym (:P). Za to przegenialny był wujcio Eugeniusz. Miał ładny tembr głosu, poza tym po prostu umierałam ze śmiechu, usłyszwszy kwestię: „O mały włos nie zostałby wujobójcą!” Artur był… no, ok. Nie był zły, ale nie miał w sobie tej iskry Bożej, czegoś porywającego. Aczkolwiek miał „dobre momenty” :P podsumowując, było całkiem dobrze (a zresztą i tak nie mam z czym porównać, bo ani Tanga nie czytałam, ani nie widziałam w jakimś innym wykonaniu).

    Fin

    W przeróżnej postaci – śnieg.

    Na siostry i braci – zimowy plakacik – śnieg…śnieg.

    Na naszą równinę – śnieg.

    Na każdą mieścinę – śnieg.

    Na tłoczek przed kinem – na ładną dziewczynę – śnieg… śnieg.

    Na pociąg do Jasła – na wzmiankę, że zgasła – na napis: „brak masła”, na starte dwa hasła, na flaszki od wódki, na tego te skutki…

    Na puste ogródki, na dzionek za krótki…

    Na w sinej mgle dale – śnieg.

    Na „kocham cię stale!” – śnieg.

    Na żale,że wcale i na – tak dalej – tak dalej – tak dalej – tak dalej – tak dalej – tak dalej – śnieg, śnieg, śnieg…

    (J. Przybora)

    P.S. Jak na razie to raczej życzenie… :P

    że czuje się brzydki, niekochany wcale i w ogóle (za wyjątkiem mamusi, która jest w pracy, więc nici), na polu jest wstrętne błoto zamiast bieluśkiego śniegu, audycja Sznuka z zagadką muzyczną się nie nagrała, bo kaseta się skończyła (a kajusa nie było w domu, bo padł ofiarą Jagielończyka i drugi raz od dwóch miesięcy poszedł do kościoła), w telewizji pouciekały wszystkie ciekawe programy, cukierków kupiłam ętelidżętnie za mało (bo na początku miałam inną koncepcję), a tapicer nie obije mi kanapy tym, co chciałam, bo za cienkie. I co ja niby mam zrobić? Spać? Chciałabym.
    Sorry za te zwierzenia starego malkontenta, ale „czasami człowiek musi, inaczej się udusi”. O.


    • RSS