kajus blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2004

    ktorej by nie bylo gdyby kajusiowi zachcialo sie cos naskrobiac-ale niestety lenistwo czasami jest silniejsze od naszego kajusia. Dlatego pomimo faktiu iz ta notka nie bedzie poprawna gramatcznie, ortograficznie, interpunkcyjnie i stylistycznie i tak ja napisze :) Wiec chcialabym opisac wczorajszy wieczor. A dokladnie zrobilysmy sobie andzrejki. Trzeba sie czasem zabawic no nie??? No wiec o godz 17 minut 30 kajus opuscila swoje domowe krlestwo i udala sie pod rozslawiony sklep pt „Bazar u Wojciecha” aby spotkjac sie tak ze mna. POczekala tam ok 20 min poniewaz ja zostalam przechwycona przez babcie w celu zrobienia jej zakupow :) Po przywitaniu udalysmy sie do w/w sklepu aby zrobic zakupy na w/w impreze. Po zrobieniu zakupow na kwote **zł **gr udalysmy sie do mnie. Tam w oczekiwaniu na M & G zabawialysmy Lufka i gralysmy w gre :D. Po przyjsciu w/w M & G oraz po wyjciu moich rodzicow zaczela sie zabawa, strojenie i robienie makijazy oraz sesja zdjeciowa. Tego opisac sie nie da. Dlatego koncze.
    z powazaniem
    nullmOnik vel jagielonczyk
    P.s Widzicie jak sie opisalam?? Kajus i co Ty na to???

    czyli: Takiej lekcji teatralnej to się nie spodziewałam.
    Najpierw poopowiadali nam o teatrze antycznym, chociaż i tak od początku było zabawnie, bo koryfeusz to był taki śmiszny facet – spędzał aktorów ze sceny, walił się w głowę tablicami. Więc razem z Antygoną tak nam o tym teatrze opowiadali, a potem Antygona sobie poszła, a przyszedł za to Sofokles we własnej osobie, i oznajmił koryfeuszowi, że te jego tragedie to chyba nudne są, za dużo patosu, i w ogóle to tacy choćby Kiepscy są dużo lepsi. Potem weszła z powrotem Antygona, która doszła do wniosku, że można by przedstawić Antygonę w konwencji sitcomowej. Na potwierdzenie jej słów zjawił się Kreon, który oświadczył, że Kreona absolutnie grać nie będzie, bo on to by muchy nie skrzywdził, kocha różne pszczółki i mróweńki, a wyroku śmierci na nikogo nie ma zamiaru wydawać. Zdegustowany koryfeusz zszedł ze sceny, i rozpoczęła się wielka komedia pomyłek. „Antygienia”, „tron dla Kretyna”, i Zeus (swoją drogą, skąd się tam Zeus wziął… :P), bawiący się swoim piorunem jak samolocikiem, przy czym co chwilę się na kogoś nim zamierzał. Kreon pozwalał Antygieni siadać sobie na kolanach, a Ismena wdzięczyła się do męskiej części publiczności. Pod koniec koryfeusz powrócił i próbował uratować spektakl, ale… cóż, koniec końców schował się za prowizoryczną mównicę, coby go tamci nie zasiekli.
    Te wszystkie dowcipy nie były jakieś szczególnie inteligentne, i raczej banalne, ale mimo wszystko aktorzy zastosowali je z dobrym skutkiem – publiczność szalała. Aż dziw bierze, jak to można człowieka rozśmieszyć takimi głupimi hasłami, ale… Jeszcze nigdy nie miałam głupawki w teatrze :P

    Dashing through the snow
    In a one horse open sleigh
    O’er the fields we go
    Laughing all the way
    Bells on bob tails ring
    Making spirits bright
    What fun it is to laugh and sing
    A sleighing song tonight

    Oh, jingle bells, jingle bells
    Jingle all the way
    Oh, what fun it is to ride
    In a one horse open sleigh
    Jingle bells, jingle bells
    Jingle all the way
    Oh, what fun it is to ride
    In a one horse open sleigh

    A day or two ago
    I thought I’d take a ride
    And soon Miss Fanny Bright
    Was seated by my side
    The horse was lean and lank
    Misfortune seemed his lot
    We got into a drifted bank
    And then we got upsot

    Oh, jingle bells, jingle bells
    Jingle all the way
    Oh, what fun it is to ride
    In a one horse open sleigh
    Jingle bells, jingle bells
    Jingle all the way
    Oh, what fun it is to ride
    In a one horse open sleigh yeah

    Dzisiaj odbyła się jedna z tych okazjonalnych szkolnych pielgrzymek do eMDeKu w celu zobaczenia widowiska – o wątpliwej wartości artystycznej i raczej na odczepnego – ot tak, żeby nie musieli nas zabierać do prawdziwego teatru :]
    Przedstawienie („Antygona”) było niezbyt udane. Aktorki grające Antygonę i Ismenę były po prostu beznadziejne – Antygona mówiła takim cienkim, słabiutkim głosikiem, którym próbowała oddać – no, cokolwiek próbowała, wychodziła jej raczej taka… hmm, histeria katatoniczna :P oprócz tego niesamowicie się gięła – jak jakiś paralityk, dosyć często upadała, ale zawsze na jeden i ten sam wystudiowany sposób. Ismena nie wyróżniała się zupełnie niczym. Taka szara mysza. Tak to i ja bym potrafiła zagrać – chyba od aktorów Teatru Starego z Krakowa (sic!) można wymagać czegoś więcej niż od piętnastolatki… Jedyną ciekawą postacią był strażnik i Tejrezjasz w jednym, który jako jedyny potrafił zmusić ludzi do słuchania – scena z Kreonem i Tejrezjaszem była chyba jedyną wartą obejrzenia. Wiem, nadużywam słowa „jedyny” :P
    Natomiast na widowni rozgrywała się oddzielna tragedia :] nasza szkoła zachowywała się jak ostatnie chamy i prymitywy. Rozumiem, że przedstawienie nie było najlepsze, ale aktorzy włożyli w to trochę wysiłku, i należały się im choćby pozory jakiejkolwiek uwagi. Chyba byłoby lepiej, gdyby oni wszyscy po prostu zasnęli – przez cały czas trwania ktoś non-stop gadał, jadł chipsy, pił colę, a w scenie szaleństwa Kreona dało się słyszeć następujący dialog:
    - A on może ma okres?
    - Pewnie tak, a masz tampona?
    No comments :]
    (już nie wspominając o kwestiach feministycznych :P)

    Twice upon a time there was a wolf who wanted to eat up a big girl so he did.
    He got indigestion (serves him right) but he did not live happily ever after. He got divorced, his kids got much bigger, finally he died and rotted away (what a drag).

    (written by a seven-year-old child whose parents were divorced)

    SŁOWNICZEK
    what a drag – how boring (slang)

    Dzisiaj spędziłam urocze popołudnie w Miejskim Domu Kultury na usługach Mrs Sylvii i szkolnego chórku. Przyszłam za wcześnie o dwie godziny, spotkałam ukochanego :] pana J. , ale mimo wszystko było warto, bo dowiedziałam się, że wyglądam na II kl. liceum :P
    A dzisiaj w TVP maraton Zemst. Już rano nagrałam sobie tę z 1957 (chyba) roku, i utwierdziłam się w przekonaniu, że Beata Tyszkiewicz ma o wiele więcej wdzięku niż Agata Buzek. Buzek i Królikowski po prostu spaskudzili nowszą Zemstę. Nie mówiąc już o Podstolinie, w wypadku której zwraca się uwagę nie na jej grę, tylko na wszechobecny biust. W ogóle Podstolina Figury jest przerysowana. W starszej grała moja ukochana (od spektaklu Teatru Telewizji z Malajkatem) Szaflarska, po prostu nie ma porównania. Ale nowszą Zemstę i tak nagrywam, bo Gajos, Polański, Seweryn i Olbrychski.

    uwielbiam narzekać. Moje właśne, osobiste wypociny nie za bardzo nadają się do publikacji, wobec tego uraczę Szanownych Czytelników jakimś piece of poetry… niech no tylko coś znajdę.

    Oo! Proszę bardzo. Edward Lear się Państwu kłania.

    There was an Old Man who said, „Hush!
    I perceive a young bird in this bush!”
    When they said, „Is it small?”
    He replied, „Not at all!
    It is four times as big as the bush!

    A tu odpowiedni rysunek, jego autorstwa (chyba :P):

    BoN085.jpg

    P.S. (dopisany na prośbę Jagielończyka) wczoraj spędziłyśmy sobie przemiły wieczorek – podziwiałyśmy Jego Królewską Mość Lufka I Wielkiego, tańczyłyśmy do upadłego – w moim przypadku dosłownie :P – i spowodowałyśmy małe trzęsienie ziemi. Jeden jedyny powód wybuchu Dzikiej Nieskrępowanej Radości, commonly known as głupawka. As simple as that :D


    • RSS