kajus blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2004

    Ze względu na moje urodziny postanowiłam zamieścić krótkie, wierszowane charakterystyki ludzi, którzy się o to nie obrażą (z różnych powodów, na przykład mój tatko nie ma o tej notce pojęcia :P)

    JA – SOLENIZANTKA (jako owa – x2 :P)

    Szympans o publiczności
    Szympans włoży w swój występ cały kunszt i zapał,
    Gdy rozległy się potem słabiutkie oklaski,
    uspokaja pogromcę, co pobladł i sapał:
    „Nie martw się, maestro, żem wypad z ich łaski,
    że publiczność mego talentu nie docenia…
    Przecież to zapoźnione w rozwoju stworzenia!”

    Wyrodek
    Pośród zwierząt pustynnych gruchnęła nowina:
    wielbłądzica powiłą bezgarbnego syna.
    Papa – wielbłąd się wścieka, a matka narzeka:
    „Cóż poradzisz, mój miły? Nasz syn to kaleka!

    KOLEJ NA MAMĘ…

    Materialistka
    Dziarski byczek, co jeszcze miał zielono w główce,
    ofiarował stokrotkę dorodnej jałówce.
    Ale panna wyśmiałą ten dowód uczucia:
    „Ech, ty głupcze! Czy kwiatek to przysmak do żucia?
    Chcąc ujawnić, że kochasz mnie miłością wierną,
    mogłeś mnie poczęstować przynajmniej lucerną!”

    TATA – STARY WYJADACZ

    Samobójstwo szczura
    W norze krewni znaleźli martwe szczura ciało.
    Popełnił samobójstwo. I jak to się stało?
    Sekcja zwłok ujawniła, że nie było cudów.
    Zjadł powieść satyryczną – no i umarł z nudów.

    BABCIA

    Kotka – dewotka
    Kotka, co się do ludzi przymilała słodko,
    postarzawszy się nieco zostałą dewotką.
    Tejże nocy, udając się na zwykłe łowy,
    mysz schwytaną takimi strofowałą słowy:
    „Nie bój się, moja duszko! Wyznaj tylko szczerze,
    czyś słoninkę w spiżarce jadłą na wieczerzę?”
    „Skosztowałam ździebełko, ot tak, na lekarstwo…”
    „Nie wiesz, że jednym z grzechów głównych jest obżarstwo?!
    A jeśli spełniasz wszystkie przykazania Boże,
    to dlaczego w podziemnej ukrywasz się norze?”
    „Nie wiem” – nad odpowiedzią małą mysz się biedzi.
    „A kiedy, mościa panno, byłaś u spowiedzi?”
    „Nie pamiętam…” – „Więc zrób to teraz, moja złota,
    bo za chwilę dokonasz grzesznego żywota!”

    Po libacji westchnęła: „Panie, przyjm me dzięki!
    Byłam tylko narzędzie, Twej karzącej ręki…”

    A NA DESER – BLIŹNIAKI

    O płotkach i plotkach
    Obmawiały znajomych dwie urocze płotki.
    „Ten szczupak taki brzydki, że pat6rzeć nań przykro!”
    „Sum wąsaty, karp tłusty…” – „Węgorz nazbyt wiotki…”
    „Jesiotr mi się podoba. Wiesz, to facet z
    ikrą! „

    W mojej głowie powstał cunning plan, jak to mawiał Baldrick z Blackaddera, jak by tu je uczcić.
    Najpierw musiałam odwołać tenisa… na który nieopatrznie umówiłam się z Bliźniaczkiem eM, i paroma innymi osobnikami… inteligencja górą! :P

    W momencie, gdy dzwoniłam, do pokoju wparadowała rzeczona solenizantka – więc zaczęłam kręcić Bliźniaczkowi coś o sprzątaniu garażu, żeby rzeczona przypadkiem czegoś nie zaczęła podejrzewać – skoro już od tygodnia mówiła o zrobieniu tam porządku… Sorry, Jagielończyk :P

    W końcu wybrałam się z mamą do miasta (w zamyśle – na lody, albowiem solenizantka rzadko je jada i wyciągnąć ją na nie jest ósmym cudem świata), sprawę ułatwił mi fakt, że mama zapomniała kupić truskawek – miałam dobry pretekst.

    Gdy, stojąc przed cukiernią, ujawniłam mój cunning plan, zakupiłyśmy lody i w jak najbardziej dobrych humorach powędrowałyśmy do parku na przechadzkę, przed główną bramą wejściową zobaczyłyśmy… nikogo innego, jak tylko Monika z niejakim eN! Co za złośliwość losu! (czyt. „co to dziecko musiało sobie o mnie pomyśleć, mam nadzieję, że mnie nie zobaczyło :P)

    Potem jeszcze porwałyśmy się na lipkę – mianowicie nazrywałyśmy sobie do reklamówek kwiatu lipy, albopwiem powszechnie wiadomo, że z owego najlepsza herbatka powstaje. Niesiemy tak naszą zdobycz, a tu nadchodzi strażnik… na szczęście zdążyłyśmy schować trefne reklamówki, inaczej reputacja mojej mamy jako przewodnika byłaby poważnie narażona :P

    Grunt to kawalerska fantazja :P
    sorry, panieńska :P

    Jeszcze tylko jakieś dwie godziny w szkole i WAKACJE… Najgorsze w tym wszystkim jest to, że widziałam już swoje świadectwo :/ i nie dane mi w tym roku będzie przeżywać tej magicznej chwili, w której poczuję pierwszy powiew wakacji (ach :P)
    Chociaż i tak już czuję się, jakbym była na wakacjach.
    Może to właśnie dlatego :P
    Trzymajcie kciuki, bo jak nie, to… to się zatnę, mówiąc wierszyk, proste i logiczne :P
    I jeszcze za Aruenkę, też proszę :P
    Do zobaczenia na wakacjach! (Okej, raczej do przeczytania :P)

    :*

    P.S. Życie jest piękne! Czy ja to już mówiłam? :P

    Po pierwsze,
    wieki temu obiecałam, ze zrobie kochanej Moni R. reklamę blogasa. Więc:
    Wchodźcie na Blog Aruenki – klik! i komentujcie! Zróbcie to dla niej =D
    Po drugie,
    wchodźcie na Nasz Wspólny Blog – klik! i komentujcie =D
    Po trzecie,
    wchodźcie na Blog Fanfanowo – Tulipanowy – klik! i komentujcie!

    Thanks from the mountain :P
    Sincerely Yours,
    Kajus

    =D

    Miałem w domu dwanaście butelek jałowcówki. Żona poleciła mi zawartość wszystkich, bez wyjątku, butelek wylać do zlewu.

    Postanowiłem spełnić żądanie żony; Odkorkowałem więc pierwszą butelkę i wylałem całą zawartość do zlewu, z wyjątkiem jednej szklaneczki, którą sobie wypiłem. Następnie odkowarr..kowałem drugą butelkę i postąpiłem tak samo, to znaczy wylałem całą zawartość do zlewu z wyjątkiem jednej szklaneczki, którą sobie wypiłem. Następnie odkorkowałem trzecią flaszkę… i wlałem całą zawartość do butelki, z wyjątkiem jednej szklaneczki, którą sobie wypiłem. Następnie odkorkowałem czwartą, i upiwszy z niej nieco wlałem butelkę do szklaneczki. Następnie wyciągnąłem butelkę z kolejnego korka…. wypiłem jedną szklaneczkę i wylałem resztę w siebie. Następnie wyciągnąłem zlew z kolejnego korrrka… i wylałem butelkię sobie do gardła, po czym wyciągnąłem z garrrdła następną butelkę i wlałem całą zawartość do zlewu (z wyjątkiem jednej szklaneczki, którą sobie wypiłem). Następnie wyciągnąłem korek z kolejnego zlewu, wlałem zlew do butellki i wypiłem korek.

    Kiedy opróżniłem je wreszcie wszystkie, zatrzymałem jedną ręką domm… i porachowałem butelki, których było dwadzieścia cztery. Kiedy… przejeżdżały ponownie… porachowałem je jeszcze raz, okazało się, że jest ich siedemdziesiąt dwie. A potem, kiedy nadjechały domy… porachowałem je także.

    Wreszcie, kiedu miałem porachowane wszystkie domy i wszystkie butelki, przystąpiłem do zmywania. Więc: wywróciłem każdą z nich na drugą stronę, wypłukałem i wytarłem do sucha, po czym poszedłem i opowiedziałem o wszystkim mojej drugiej połowie.

    Lu – dzie!
    Mam naaaajżońszą… miiilusię… na świecie.

    (Kabaret Dudek)

    Notki o wycieczce nie będzie, bo się opisałam i klikam dodaj, a tu wyskakuje mi okienko z hasłem i bloginem. Więc się wkurzyłam. Napiszę tylko, że wycieczka była naprawdę fantastyczna. I że dowiedziałam się o sobie, że umiem się przystosować do każdego środowiska, bo wszędzie od razu zasypiam :P
    Jutro się bardziej postaram, obiecuję :P

    Doszłam do wniosku, że jedyni ludzie żywiący podziw dla mej znakomitej urody :P to starsi panowie. Konkretnie – tacy pod 70. Kiedyś, w Krynicy, już mi się tak zdarzyło, że siedziałam sobie spokojnie na ławeczce, siorbiąc wodę, gdy podszedł do nas jakiś kloszard i stwierdził, że mam ładny uśmiech =D i gdyby był o 50 lat młodszy, to na pewno by się ze mną ożenił :P natomiast dzisiaj szłam sobie do kościółka, jak przystoi grzecznej panience :P i miałam niezwykle dobry humor. Uśmiechałam się do (prawie) każdego, i w końcu uśmiechnęłam się do jakiegoś starszego pana. Pan był najwyraźniej pod wrażeniem, bo powiedział: „Dzień dobry, kłaniam się!”
    Mi tam to nie przeszkadza, bo absolutnie nie mam nic przeciwko starszym panom, ale nie byłoby źle, gdyby zainteresowali się mną trochę młodsi osobnicy :P

    poniewaz nie chcialo mi sie po raz ktorys tam prosic kajusia o napisanie notki robie to sama. wczoraj moja siostra robila urodzinki… no i byli dziadkowie… no i pozniej przyszla kajusia i moj blizniaczek mit siostra. noi i garlismy w pilke… ja moj blizniak i moja mutter [co bylo swietem!!] na mojego fathera, kajusia i gunie :D pomimo tego ze straaaaasznie oszukiwalismy wygralismy MY prawda blizniaczku? pozniej kozady dostal po kawalku tortu truskawkoweo na zimno. kajus zjadl 2 kawalki ale strawil to pozniej lapiac mojego kroliczka a pozniej idac do „7 nieba”[wtajemnicznei wiedza o co chodzi] :p no i wogole bylo git a teraz ja mykam bo jadem do rzeszowa heheno wiec Kajetenie Hermenegildo I Wielka 3maj sie!!! :D

    z powazaniem:

    Monik Jozefina I Jagielonczyk

    Właśnie wróciłam z teniska… na którym byłam wespół w zespół z Bliźniaczkiem Jagielończykiem. Po raz kolejny udowodniono nasz talent do wkurzania instruktorów, w tym Pana Maćka. Pan Maciek: „Jeszcze tylko 14 minut do końca…”, „Jeszcze tylko 10 minut tej tortury…” =D kochamy Pana Maćka! :*
    Niestety udręki Pana Maćka, okazywane w sposób widoczny, nie powstrzymały nas od… no, od robienia różnych głupkowatych rzeczy. Otrzymałam szczytne miano Hermenegilda, które w dziwny sposób zgadza się z moim nickiem na jednym z blogów… ale Pan Maciek o nim nie wiedział :P tak na marginesie, Monik to Józia =D
    Doszłam do wniosku, że kort bardzo ładnie wygląda odkryty. Bo w zimie zwisa nad nim wieelki balon, ale teraz można zobaczyć różne ładne rzeczy, na przykład maki, chabry, i latające… no, jakieś ptaki =D
    Och, panuje we mnie wewnętrzna harmonia i uwielbienie dla przyrody.

    Pewnego razu mama moja, jak zwykle, jechała sobie w autobusiku do pracki, i jak zwykle przygotowywała się pilnie do zajęć w tymże autobusiku :P zrządzeniem losu usiadła koło starszej, nieco gadatliwej damy. Kiedy przeglądała wszystkie swoje papiery i podręczniki, owa lady odezwała się do niej w te słowa:
    -Pani pisze może pracę magisterską?
    Mama, zachowując przytomnośc umysłu, odpowiedziała:
    -Tak. -(sic! :P) po czym wróciła do przeglądania i przygotowywania. No co, młodo wygląda =D
    -A na jaki temat? – lady była dosyć dociekliwa.
    -To skomplikowane… zahacza o literaturę. – hehe :P mama postanowiła odbić piłeczkę i zapytała:
    -Czy pani pisała jakieś prace magisterskie?
    Pani odpowiedziała, że tak, całe mnóstwo, które to prace były znakomicie ocenione przez rozmaitych profesorów, ale z powodu bycia „za dobrymi” (dosłowny cytat!) uległy zniszczeniu.
    To co, wierzymy tej pani? :P


    • RSS