kajus blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 5.2004

    Zawsze powtarzam (jak to babciowato brzmi :P), że niejaki Monik jest przyrośnięty do komórki, i to rekordowo. Wreszcie ktoś pobił jego rekord…
    Tak się złożyło, że ja & Mommy wylądowałyśmy w kościele o tej samej godzinie, co Monik & Co. Doszło do litanii… wszyscy klękają (staliśmy wszyscy – prawie :P – na zewnątrz kościoła), a tu Monik i jej ociec stoją, jak stali. Ja do mamy:”Dlaczego nie klękamy? Dlaczego oni nie klękają? A może uklękniemy? To co, że oni nie klękają… No uklęknijmy!” Mama jak stała, tak stoi :P
    W trakcie nabożeństwa… odezwała się komórka w torebce pewnej pani (znajomej, nawiasem mówiąc). Owa pani, zamiast złapać za komórkę i ją wyłączyć, wyszła z przedsionka i zaczęła rozmawiać. Rozmowa to była ciekawa, przerywana róznymi zwrotami typu: „Do jasnej ciasnej!”, „A niech cię drzwi ścisną!”, prowadzona… przy odrobinie dobrej woli można było to nazwać półgłosem :P

    Nie, żebym była strasznie religijna, ale ignorancja niektórych ludzi jest zadziwiająca…

    Jeszcze jedno, dzisiaj idę zapisać się do szkoły muzycznej. Powtórka z rozrywki :P

    Po pierwsze, to był koncert dyplomantów, czyli grali ludzie 13 – 18 letni, tacy, co właśnie kończyli I lub II stopień szkół muzycznych. Muuszę się pochwalić: grałam na takim dwa lata temu :P hehe, musiałam to zrobić :P z tego wszystkiego zachęciły się do koncertu M. – bliźniak i G. – sister =).

    Po drugie: Grali:
    a) Słoniak Tadeusz – flecista, spiął się bardzo skutecznie, wykonując CPE Bacha.

    b) Rysiewicz Piotr – waltornista (biedny Bliźniak miał problemy z zapamiętaniem tej nazwy. Oto jego warianty: WOLTOMIERZ, WOLTURNIA, co tam jeszcze było, podam w komentarzach, bo nie pamiętam =D ja proponuję jeszcze Voltaren Emul – Żel) – nadrabiał wyglądem, miał bowiem artystycznego irokeza tudzież doskonale skrojony garnitur, ale kaleczył Mozarta, jak nikt! :P

    c) Kubala Jakub – klarnecista, denerwował się, biedak, okropnie, ale mu to wszystko wyszło ładnie i zgrabnie (jak by powiedział prof. Moody), grał Mozarta, oczywiście :)

    d) Palusińska Katarzyna, wiolonczelistka (lalala =D), tajemnicza dziewczyna. Od początku zadziwił nas jej wygląd. Bledsza ode mnie, a to naprawdę jest coś, kruczoczarne włosy, ścięte na coś w stylu grzybka, więc jej głowa wyglądała jak bułeczka. Do tego biedaczka była aż za bardzo pulchna i nader obfitych kształtów, a sukienkę miała szokująco różową (sic!), z tafty, pokrytej czymś w rodzaju jedwabiu, zebraną pod biustem. To wszystko dawało wrażenie… dyniowatości (?), o ile dynia może być różowa :P ale dziewczyna zagrała naprawdę przepięknie. Zrekompensowała sobie wygląd wykonaniem. Grała Lalo.

    e) Puzio Katarzyna – pianistka, z klasy kobiety, która wielokrotnie mi akompaniowała (ach! :P), grała słynny koncert Griega a-moll, i biedactwo przejechało się na pasażach. Z tego wszystkiego orkiestra musiałą na nią poczekać… ale jakoś dała sobie radę.

    Po przerwie (którą spędziłyśmy, siedząc w sali :P tudzież na pogawędkach z ex – nauczycielką Mrs W. :P):
    a) Janas Magdalena – skrzypce, taki cholernie efektowny utwór – Sarasate, Fantazja na temat Carmen (Bliźniak zadziwił mnie swą erudycją muzyczną, rozpoznając Habanerę dzięki… reklamie Ajaksu!!! :P) ale za mało mięsa, jak by to określiła Mrs W. , lecz oklaski i tak dostała, bo w końcu Carmen =)

    b) Bury Krzysztof – akordeonista, grał jakąś współczesną suitę, ale wyszło mu świetnie. Kto by się spodziewał :)

    c) Wołczański Grzegorz – klarnecista. Młodziutko wyglądał, grał Concertino Webera (nie cierpię nazwy Concertino!!!), ale stanął na wysokości zadania, i powiedziałabym nawet, że miał lepszy dźwięk, niż ten pierwszy, który niemiłosiernie sapał, natomiast u tego w ogóle nie było słychać, jak oddycha, grał pewniej.

    d) I gwóźdź programu – wysoki, z długimi, falistymi włosami związanymi w kucyk (hehe:P) – Piotr Szabat – skrzypek (z klasy Mr Oresta Telwacha). Grał koncert Brahmsa, ten słynny :P, i odegrał go z takim powodzeniem, że wychodził potem trzy razy się kłaniać (bisować im nie wolno), ale mam wrażenie, że jak na Brahmsa, to za delikatnie, w górnych partiach trochę to przesłodził. Chociaż pewnie sama bym tak nie zagrała :P nie, naprawdę dobrze mu to wyszło.

    Po koncercie chciałam iść po autograf dyrygenta, ale miałyśmy jeszcze DWADZIEŚCIA minut do autobusu, więc biegłyśmy, ja i Sister G. w spódnicy :P, jeszcze przy okazji próbując odczytać rozkład jazdy PKS – ów, więc Bliźniak miał radochę =D ale na autobus zdążyłyśmy!!! Było fantastycznie =DDD

    Poniedziałkowy Teatr Telewizji. Naprawdę, to brzmi banalnie, ale jeszcze nie oglądałam takiego spektaklu – śmiałam się i płakałam jednocześnie. Danuta Szaflarska była urocza, zachwycająca, mogłabym mnożyć epitety, ale natrafniejszym określeniem byłoby: Chciałabym mieć taką babcię :)
    pomijając już fakt, że grał Malajkat, mój ukochany aktor :D

    Mamuś. KOCHAM CIĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    =D

    P.S. Nawet nie próbuję opisać tego wszystkiego… ale ci, co nie oglądali, naprawdę mają czego żałować. I nie chodzi mi tylko o to, że film był śmieszny. Uwielbiam takie filmy. Surowo, realistycznie dowcipne (mamo, jak to głupio brzmi, ale nic lepszego nie przychodzi mi do głowy). Jestem zachwycona. Sukces Teatru Telewizji.
    Ta notka to brednie. Wybaczcie mi, jestem wciąż w euforii :P

    Punkty programu:
    1) spływ Dunajcem:
    Płynęłyśmy we cztery, ja, bliźniaki i mama bliźniaka. Łódź nazywała się: Łódź flisacka. Prowadzili dwaj flisacy, a jeden z nich: a) mówił gwarą, na dodatek b) był szczerbaty, i nade wszystko c) opowiadał nam sprośne kawały =D
    Oto czego dowiedzieliśmy się w czasie spływu:
    Q: Czym się różni łania od panny?
    A: Niczym. Łania szuka swego jelenia, i panna szuka swego jelenia :D

    Q: Czym się różni mężatka od Dunajca?
    A: Mężatka ma jednego bałwana, a Dunajec setki! :P

    Przepływaliśmy koło dwóch potężnych ścian skalnych. Przed pierwszą Pan Flisak zrobił sondę, a pytanie brzmiało tak: Czy zdradziła pani swojego męża? (Of kors w gwarze góralskiej :P)
    Oczywiście wszystkie panie zgodnie stwierdziły, że nie. Więc Pan Flisak opowiedział nam, że jeśli koło tejże ściany skalnej przepłynie baba, która nie zdradziła jeszcze swojego chłopa, to ściana się zawali.
    Nic się nie wydarzyło :P

    Ale to jeszcze nie było takie straszne. Potem, mijając następną ścianę, Pan Flisak zrobił następującą sondę: Czy panna jesteś dziewicą? Odpowiedziałyśmy, oczywiście, twierdząco. Wtedy Pan Flisak opowiedział nam, że jeśli koło tej ściany przepłynie dziewica, to lew zaryczy (rzeczywiście, jeśli miało się odrobinę wyobraźni, to można było zobaczyć głowę lwa).
    Lew nie zaryczał :P

    2) Wąwóz Chomole? Homole? Jestem palant, bo nie wiem, a przecież pisało. Życzliwych proszę o podanie poprawnej pisowni :D

    A więc nasz przewodnik miał cholernie (sorry :P) czerwone skarpetki, niebieską kurtkę i żółtą koszulę :D

    Głaskałyśmy kucyka, i Monik, pełen wiedzy teoretycznej, stwierdził, że go obłaskawiłyśmy =D no skoro Ona tak mówi… :P

    W hotelu miałyśmy najładniejszy pokój z wszystkich :D i:
    a)grałyśmy w Twistera
    b)-//- w wykrywacz kłamstw
    c)nie spałyśmy do drugiej, i dusiłam się ze śmiechu =D monik sie wkurzył :P
    d)połowa wycieczki się spiła… :-/ ale nie my :) (aniołki :P)

    …drugi dzień jutro, bo ja padam na tak zwany NOS… ale było rewelacyjnie =D

    Tym razem grał Jakowicz Krzysztof. Fenomenalnie grał. Tańczył po scenie… tak się śmiałam, że aż się popłakałam =D
    aa, grali (bo z Jakowiczem grał jeszcze kwintet – Tangata Quintet czy coś…) tanga. Przeróżne. Wspaniałe. Tylko że pierwszą część, do przerwy, przesiedziałąm z mamą na dziedzińcu zamkowym, bo cóż…
    …nie było biletów, więc doszłyśmy do wniosku, że wejdziemy po przerwie. W czasie tego czterdziestopięciominutowego :P siedzenia obserwowałyśmy ślicznego, małego ptaszka, który chodził jak głupi po dziedzińcu… myślał, że go nakarmimy, czy co? przeliczył się, biedak…
    …a od Jakowicza wzięłam autograf, wpisał mi się obok swojego syna :D

    …::chce mi się śmiać z niczego::…

    Po pierwsze: Już nigdy w życiu nie włożę tych butów!!! :-/

    Po drugie: Koncert był naprawdę wspaniały. Grał irlandzki kwartet (tacy panowie z mniejszymi i większymi skrzypcami). Poszłam do nich po autograf, i II skrzypek powiedział mi na pożegnanie: „See you!” …ciekawe gdzie… w Irlandii? :D

    Po trzecie: Siedziałam obok pewnego uprzejmego starszego pana… kiedy niejaki Jan Popis – Mówca – wprowadzał nas w arkana sztuki Beethovena, opowiedział nam o jego pomniku, który królowa Wiktoria zobaczyła… od tyłu :P na to ów pan teatralnym szeptem obwieszcza: „Beethoven się wypiął!” :D a oto nasz dialog na zakończenie:
    -A panienka grała na czymś?
    -Grałam. Na skrzypcach.
    -Aaa. Na skrzypcach grałam. A już nie gram?
    -Nie. Już nie gram (szeroki uśmiech)
    -Hmm. Już nie gram. Ale koncert się podobał?
    -Tak (szeroki uśmiech) :D
    Jak widać, doszliśmy do porozumienia. Ale ten pan chyba za bardzo wczuwał się w moją sytuację :P
    A, i jeszcze spotkałam nauczycielkę z podstawówki. Kochana kobieta :D serio :D

    STYL

    16 komentarzy

    Pewnego razu zaczepil mnie na ulicy zebrak, elegancko zwany kloszardem. Zaproponowal mi transakcje jednostronna. To znaczy, abym ja mu wreczyl pare frankow, a on je przyjmie.

    Nie zalezy mi na przedluzaniu incydentow, ktore nie sa w moim guscie. Wiec nie z litosci ani nawet z sympatii, tylko zeby sie go jak najrychlej pozbyc, odparlem: -”Alez oczywiscie”- i siegnalem do kieszeni.

    Zebrak byl wyraznie zaskoczony. Nie spodziewal sie z mojej strony az takiej skwapliwosci. Owszem, na pewno liczyl na powodzenie, inaczej by nie zaczal przedsiewziecia. Ale musial sie liczyc takze z odmowa, a nawet jezeli spodziewal sie jalmuzny, to opornej, niechetnej. W kazdym razie bez usmiechu i grzecznosci.

    Wytracony z roli, ale nie chcac z niej wypasc, zaczal cos przebakiwac o swojej ciezkiej chorobie, o wydatkach na szpital, podczas kiedy ja wyciagalem pieniadze. Zapewnilem go, ze nie ma o czym mowic, ze te dodatkowe uzasadnienia sa zbedne. (Znowu nie z sympatii, ale z motywow przedstawionych powyzej.) To znowu go speszylo.

    Kiedy otrzymal kwote dostatecznie wysoka, aby jej nie mogl kwestionowac i dopominac sie o wiecej (co by przedluzylo nasz kontakt w sposob dla mnie niepozadany), obracal w palcach monety ze zdumieniem, a jego rozterka poglebila sie.

    Uznawszy epizod za zamkniety, zaczalem sie oddalac. On jednak, mimo ze zupelnie zbity z pantalyku, a moze wlasnie dlatego, podazyl za mna i zaczal mnie blogoslawic, wolajac cos w rodzaju: „Bracie, oby cie Bog wynagrodzil, aby tylko samo szczescie cie spotykalo” i tym podobne rzeczy.

    Mimo woli i ochoty (poniewaz, jak to chyba juz dostatecznie wyluszczylem, chodzilo mi tylko o mozliwie szybkie zazegnanie tej przelotnej znajomosci) odwrocilem sie i wykonalem gest majacy oznaczac: „Drobiazg, przyjacielu. A teraz pa!” Jestem bowiem czlowiekiem grzecznym do pewnego stopnia i trudno mi nie reagowac, kiedy ktos cos do mnie mowi.

    Na prozno. Jego blogoslawienstwa przybraly na sile i staly sie wprost patetyczne. Pospieszal wciaz za mna, podbiegal wymachujac rekami i podnoszac glos, ciagle w sprawie mojej szlachetnosci, teraz juz – wedlug niego – wrecz monumentalnej. Jednakze zarowno w jego glosie jak i ruchach dalo sie zauwazyc rosnace zdenerwowanie.

    Az nagle przystanal, zamilkl, znieruchomial, spurpurowial, i ryknal, ani nie do mnie, ani nie do siebie, tylko w przestrzen, w te jakas przestrzen ontologiczna, macierz wszechrzeczy, gdzie koniec spotyka sie z poczatkiem tworzac jeden i ten sam metafizyczny supelek: MERDE!

    Tym okrzykiem przywrocil rownowage sobie, mnie i calej sytuacji. Rownowage zachwiana przez moje nietaktowne zachowanie. Bo wszystko stalo sie juz nieznosnie przesadne i nie na miejscu. Moja szlachetnosc (pseudo) i jego wdziecznosc. Forma nam sie rozlazla i bzdura nas ogarniala. On chcial odegrac uczciwie swoja role do konca, ja mu nie pozwalalem, bo nie chcialem odegrac swojej. W rezultacie gralismy postacie z dwoch roznych sztuk. On chcial ratowac swoj utwor do konca, a kiedy mu sie to nie udalo, ocalil nas obu od niesmaku jedna genialna wolta, w przeblysku natchnienia.

    Obaj odetchnelismy z ulga i rozeszlismy sie w przekonaniu, ze wszystko wrocilo do normy.

    Byl to czlowiek o niezwyklym poczuciu kompozycji.

    Slawomir Mrozek

    a jutro do szkolki, wiec ogarnia mnie przepisowa depresja… zreszta chyba sie zarazilam od jednego takiego intelektualisty, ktory ostatnio cierpi na depresje chroniczna :P…
    Taaa… dzisiaj kolejne popoludnie… robilysmy tosty :D genialna coreczka wsadzila je do mikrofalowki, wskutek czego chlebek zrobil sie… jakby to powiedziec… rozmiekly (oczywiscie to nie jest absolutnie KRYTYKA! :P), nie wspominajac o tym, ze chleb tostowy byl splesnialy :D wiec musialysmy uzyc zwyklego… wiec zdjec tostow to juz wam nie pokazemy, bo chyba dostalibyscie niestrawnosci…
    … i jeszcze na dodatek mam przekonywac would – be Legiona :P o wcale-nie-swietosci MonikA vel Jagiellonczyka… heh… ostatnio mam ciekawa lekture (tu znowu – wtajemniczeni wiedza, o co chodzi :D)… ale nie bede sie wdawac w szczegoly, przeciez nie o to chodzi, zeby kogos urazic, prawda? :D
    z serdecznymi, wiosennymi zyczeniami – Wasza kajka :D

    eh no wiec kajus moj drogi spelniam twoja prosbe :D opisze nasz szalony i zajefajny dzionek :D hihi no wiec najpierw kajus zdesperowany dzwoni do mnei o baaaaardzo wczesnej porze a mianowicie 10 ranoz pytankiem czy idziemy pograc w pilke. no to ja dobroduszna sie zgodzilam. no to ja dzwonie do mojego blizniaka i przekonuje go zeby przyszedl. 11.30 spotykamy sie w najblizszym sklepie robiac zapasy zabysmy przypadkiem z glodu nie umarly :] no i gramy. nie wiadomo bylo kto wygral. bo nikt nie liczyl punktow.ale potem jadlysmy roztopione bajeczne i ja wymyslilam ze porobimy sobie zdjatka :Djutro je oddam do wywolania. beda extra. :) no to koncze bo chyba troszeczke zaczynam przynudzac. kajus zrewanrz/zuj sie za ta notke. papapap

    …od paru dni cierpie na chronicznie dobry nastroj. Objawia sie on:
    a) jedzeniem, nie przymierzajac, jak swinia;
    b)chichotaniem nawet z takich rzeczy, ze… a, szkoda gadac… ;
    c)o-wiele-za-bardzo optymistycznym nastawieniem do zycia;
    d)sklonnoscia do obzerania sie i wskutek tego nagromadzenia tluszczyku… oj, niedobrze, niedobrze;
    i wreszcie e)zachowywaniem sie mniej wiecej jak Jas Fasola (P.F. alias Legion sie ucieszy :P), chociaz chyba nieswiadomie… mam nadzieje :P
    aha, i jeszcze f)robieniem przyglupiastych zdjec z Blizniakami :D


    • RSS